…a Ty pisz !

Nie wiem, jak to jest być w noc przed swoją śmiercią. Dostać od własnego ciała żółtą kartkę, znak, że – uwaga – może to już ostatnia chwila, jeśli chcesz coś załatwić. Wiem, jak to jest odebrać telefon i słuchać wystraszonego głosu: „Słuchaj, przepraszam, że tak mówię, ale nie jest dobrze…”. Wiem, jak to jest dostać esemesa: „Gdyby było ze mną naprawdę źle, pamiętaj, że Cię kocham jak nigdy nikogo w życiu! Nie oczekuję żadnej wzajemności, chcę tylko, żebyś wiedziała”. Wiem, jak to jest zadawać pytania, wciąż od nowa: „Boże, co mogę dla niego zrobić?”. Pytać nieustannie, kiedy już się usłyszało: „Zapewniam panią, że zrobiliśmy naprawdę wszystko…”. Pytać i dostawać odpowiedzi.

Luty miesiącem miłości podobno jest. Przynajmniej to próbują mi przekazać dekoracje dokoła, czerwień wyzierająca z każdego sklepu, szyldu, zakątka. Przed jej mocą nie mogę się nigdzie schronić ani uciec. Wybucha jak krwotok, dusi i zalewa, a potem nagle znika jak bańka puszczona nosem. Na koniec. Niby nie ma na świecie osoby, która o miłości nie miałaby czegoś do powiedzenia, a jednak tak trudno ją znaleźć wśród produktów miłościopodobnych, współuzależnień i wampiryzmów związkowych, uwieszeń na sobie nawzajem, cywilnoprawnych układów i spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. „Wszyscy zachowują się, jakby udawali kogoś, kim nie są. Może to dlatego, że tak naprawdę nie wiedzą, kim są” – napisała w szkolnym wypracowaniu nastoletnia uczennica z filmu „Przytul mnie” (reż. Kaspar Munk). Wszyscy mówią kocham cię, póki nas śmierć nie rozłączy. A miłość większa niż śmierć ma być podobno.

Czytaj więcej