Wierszowany wtorek

 

Najpierw, tzn. przed południem był rowerowy wypad w okolice Krupego i Krynicy. Jest to niewiele kilometrów od Krasnegostawu. Tuż za ruinami zamku w Krupem można dojechać polną  drogą, od pewnego czasu utwardzoną tłuczniem, w pobliże krynickich wzniesień. Na jednym z nich, jest to początek Pagórów Chełmskich, wznosi się tzw. wieża ariańska. Z tego co mi wiadomo to jest najstarsza i najwyższa, 29 metrów, piramida w Polsce w której prawdopodobnie został pochowany arianin Paweł Orzechowski, dawny właściciel zamku w Krupem. Jadąc wspomnianą drogą można podziwiać przecudne przestrzenie, które w porze kwitnących rzepakowych pól, są jeszcze bardziej piękne.

A wieczorem, jako że byłem jednym z jurorów, drogą nad Wieprzem poszedłem do Krasnostawskiego Domu Kultury na podsumowanie XX Konkursu Poetyckiego im. Anny Kamieńskiej na najlepszy tom wierszy wydany przez poetów Lubelszczyzny. W tym roku nagrodę główną za tomik „Ballada o przemijaniu” ( Wydawnictwo „Norbertinum”) otrzymał Henryk J. Kozak z Lublina. Ponadto jury przyznano dwa równorzędne wyróżnienia: Annie Wójtowicz z Nałęczowa za tomik ” Na rewersie twarzy” ( Wydawnictwo „Norbertinum”) oraz Waldemarowi Michalskiemu z Lublina za tomik „Z podróży na ” , którego wydawca jest Polski Fundusz Wydawniczy w Toronto.

 

Wierszowany wtorek

Jan Henryk Cichosz

Ja Cię kocham, a Ty pisz !

Ja Cię kocham, a Ty pisz !, pod takim hasłem już od siedmiu lat organizowany jest przez Krasnostawski Dom Kultury konkurs twórczości miłosnej, którego pomysłodawcą i autorem hasła był zmarły w ubiegłym roku Mariusz Kargul.

W tegorocznej edycji konkursu wzięło udział 306 autorów z Polski i zagranicy. Jury pod przewodnictwem Urszuli Gierszon, w kategorii I (młodzież do lat 18) pierwszą nagrodę przyznało Andrzejowi Jagiełłowiczowi z Warszawy. Innych nagród i wyróżnień w tej kategorii nie przyznano. W kategorii II (dorośli) zwyciężył Kacper Płusa z Pabianic, a wyróżnienia zdobyli: Czesław Markiewicz z Zielonej Góry, oraz Paweł Podlipniak z Radomia. W prozie jury nie przyznało nagród, a wyróżnienia otrzymali: Piotr Zemanek z Bielska Białej oraz Adam Buszek z Krakowa.

Mając na uwadze zasługi jakie wniósł w ten konkurs wspomniany Mariusz Kargul, na wniosek Klubu Literackiego Strona, który działa przy Krasnostawskim Domu Kultury od przyszłego roku konkurs ten będzie nosił Jego imię.

Kacper Płusa Czytaj więcej

Pamiętam Świętego Mikołaja

Było to w roku 1953 lub 1954. Miałem wówczas nie więcej niż cztery, pięć lat, i bielusieńkie jak śnieg długie włosy, które po sześćdziesięciu latach od tamtych chwil ponownie robią się bielusieńkie. Za oknami w smugach światła widać było padający śnieg. I wtedy oprószony śniegiem i opatulony ciepłym kożuchem, i w jakiejś dziwnej na głowie czapce, wszedł do naszego domu Święty Mikołaj, który przyniósł mnie i mojemu starszemu bratu (Panie świeć nad Jego duszą) dwie kolorowe paczki. Zapamiętałem, że Mikołaj miał dłonie jak moja Mama. A później były jeszcze inne Mikołaje… i był nawet Dziadek Mróz. A teraz są wszędobylskie, podszywające się pod Świętego Mikołaja różnego rodzaju kolorowe Krasnale. Jednakże, że coraz częściej, i z wielkim sentymentem, powracam we wspomnieniach do Mikołaja, który miał takie same dłonie jak moja Mama.

Czytaj więcej

Chciałbym aby na moim pogrzebie dobrze mówiono

Od kilku dni wiedziałem, że z Mariuszem Kargulem jest bardzo źle. Dlatego długo zwlekałem aby do niego zadzwonić. Jednakże nie wytrzymałem i wczoraj o 14:53 zadzwoniłem. Telefon milczał… A po siódmej wieczorem otrzymałem informację o śmierci Mariusza Kargula.

Gdzieś w moich szpargałach zachował się pierwszy list z wierszem od Mariusza Kargula. I oto w ten sposób poznaliśmy się, a był to, o ile dobrze pamiętam, rok 2001. Później była Grupa Literacka A4, którą przez pewien czas prowadziłem, a którą po moim odejściu od Grupy zaopiekował się Mariusz. Pamiętam jak Mariuszowi wskazałem drogę po której ma iść. I poszedł tą drogą, w całym tego słowa znaczeniu, zapisując swój niebagatelny talent m.in. na stronach „Akcentu”, „Frazy”, „Koziegorynku”, ”Tygodnika Powszechnego”. To on, a nie kto inny, przyczynił się, przy wielkiej pomocy Andrzeja Stasiuka, do popularyzacji zapomnianego chłopskiego poety Stanisława Bojarczuka.

Kargul Kargulfot. Stanisław Kliszcz

Czytaj więcej

Wojna Sołdata

SołdatTę książkę (Dom Wydawniczy PWN i Ośrodek Karta. Warszawa 2013 s. 319) powinno przeczytać pokolenie, które było uczone „historii” w latach tzw. socjalizmu, a także cały postępowy świat, bez pamięci zakochany w sowieckiej Rosji.

Nikołaj Nikulin w swojej książce „Sołdat”, (tytuł oryginału „Wspomnienia o wojnie”) przetłumaczonej na język polski przez Agnieszkę Knyt, w jakże sugestywny sposób obala narosłe przez lata mity o dyscyplinie, wierności, poświęceniu etc. żołnierzy Armii Czerwonej walczących z Niemcami w latach 1941-1945.

Nikulin do Armii Czerwonej został wcielony w roku 1941, i jako jeden z nielicznych żołnierzy przeszedł cały szlak bojowy od Leningradu do Berlina, będąc kilkakrotnie ranny i kilkakrotnie odznaczony. Czytałem tę niezwykłą książkę i oderwać się od jej lektury nie mogłem. Co raz podkreślałem i zakreślałem ważne i istotne akapity i zadania. A że byłem świeżo po lekturze książki Catherine Merridale „Wojna Iwana” (Dom Wydawniczy REBIS. Poznań 2007. s.470) w przekładzie Katarzyny Bażyńskiej – Chojnackiej i Piotra Chojnackiego, to jeszcze w bardziej istotny sposób odbierałem niemalże każde słowo zapisane przez frontowego żołnierza Nikołaja Nikulinina.

Zamiast moich wywodów pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów zaznaczonych przeze mnie akapitów, które w szczególny sposób obrazują wojenne życie zwykłych żołnierzy Armii Czerwonej i ich dowódców, a także ukazujące całe zło jakim jest wojna i to wszystko co jest z nią związane.

Czytaj więcej

Krasnostawskie bajdy wierutne

Wczoraj, gdy byłem zasłuchany w to co w rajdowej Dwójce mówi o swoim najnowszym tomiku wierszy „na więcej, na przepadłe” Wacław Tkaczuk, zadzwonił do mnie z wiadomością Zbyszek Atras, że przed chwilą z drukarni odebrał swoją książkę „Bajdy wierutne, czyli 12 legend na XII wieków Szczekarzewa-Krasnegostawu. Zbyszek Atras z jeszcze pachnącą i gorącą książką dotarł do mnie tuż po ósmej w wieczór, w chwili gdy ja uprzątałem śnieg sprzed furtki, aby w ten sposób zrobić miejsce na nowe dzisiejsze obfite opady białego,mokrego, puchu…

Tak się złożyło, że przedmowa do „Bajd wierutnych” jest moim dziełem, dlatego pozwolę sobie w całości ja przedstawić.

Z wielką ciekawością czytałem „Bajdy wierutne” Zbigniewa Atrasa, mojego szkolnego kolegi, z którym wspólnie dzieliliśmy ławkę w szkole średniej. To co za chwilę napiszę nie będzie miało nawet najmniejszej oznaki kumplostwa, albowiem materiał, który w październiku ubiegłego roku przywiózł do mnie Zbigniew Atras, jest ze wszech miar godny uwagi. Muszę przyznać się do tego, że po rozmowie ze Zbyszkiem, i tuż po jego wyjeździe z pewnym niepokojem zacząłem wertować przywiezioną w formie komputerowego wydruku książkę. Jednakże już po pierwszej legendzie, a jest ich w sumie dwanaście, moje krytyczno-literackie uprzedzenie do dziewiczych poczynań ludzi pióra okazały się płonne.

Owe legendy związane z grodem nad Wieprzem, Zbigniew Atras oprawił w ramy historyczne. I nie jest ważne jak daleko autor popuścił wodze fantazji, albowiem ważne są przede wszystkim wspomniane ramy, które zostały oplecione przepiękną narracją, oraz swoistą wyobraźnią autora. Znany dotychczas ze swych historycznych publikacji na łamach „Nestora”, tym razem Zbigniew Atras wprowadza nas w światy w których prawdziwa historia chodzi pod rękę z legendą. Czytając tych dwanaście legend, miałem nieodparte wrażenie, że na pewien czas porzucam otaczającą mnie rzeczywistość, by wspólnie z autorem powędrować do początków Szczekarzewa i razem dojść do chwili obecnej Krasnegostawu.

Myślę, że wiedza i wyobraźnia Zbigniewa Atrasa, autora tych legend, na stałe wpisze się w literacki pejzaż Krasnegostawu i okolic”.

Jan Henryk Cichosz

Śród żywych duchów

Szejnert_Srodzywychduchow_500pcxPonieważ napisanie i zebranie materiałów do tej niesamowitej książki Małgorzacie Szejnert zajęło kilka lat. Czytałem tę książkę niemalże non-stop przez kilkanaście godzin, z niewielkimi przerwami, tak aby na moment moje chore oczy mogły odpocząć. Lecz i tak w trakcie tych przerw wyniesione z książki spisane obrazy i sytuacje migotały mi niczym stop-klatki.

Śród żywych duchów ( Wydawnictwo Znak, Kraków 2012 s. 396), Małgorzaty Szejnert to książka nie dla grzecznych panienek, lecz przede wszystkim dla tych, którzy oceniają wszelkie wydarzenia historyczne li tylko w barwach czarno-białych, ponieważ historii nie sposób jest opisać w sposób do końca jednoznaczny.

Dramat polskich bohaterów wojennych – rotmistrza Pileckiego, generała Fieldorfa „Nila” i innych skazanych na śmierć w Polsce Ludowej – nie kończył się z chwilą wykonania wyroków. Dla rodzin straconych to początek walki o ujawnienie prawdy o losach bliskich: synów, mężów i ojców. Śród żywych duchów jest ich poruszającą historią. Małgorzata Szejnert, mimo starannie zatartych śladów, poszukuje grobów więźniów politycznych zamordowanych w warszawskim więzieniu na Rakowieckiej. Zbiera relacje świadków i członków rodzin, ujawnia sposoby na obejście cenzury i zdobycie informacji w epoce strachu i nieufności. Dziennikarka w mistrzowski sposób łączy opowieść o epoce terroru i o końcu lat osiemdziesiątych, tworząc niezwykłą kronikę przełomu i początku demokratycznych przemian w Polsce”.

Cytowane zdania pochodzą od wydawcy zamieszczonych na ostatniej stronie okładki. Dla mnie ta książka jest jeszcze jedną lekcją historii, albowiem jestem z pokolenia, które przez wszystkie lata uczone było jedynie „słusznej historii”. I chociaż w moim rodzinnym domu mówiono, słuchano i czytano także o historii zakazanej przez ówczesną władzę, to jak powiedziałem ta książka bez wątpienia jest jeszcze jedną lekcją.

Czytaj więcej