To nie jest okolicznościowa laurka

Nie przyjmuję do wiadomości, że nie ma już z nami Mariusza Kargula. Jego solidna sylwetka i szwejkowski pogodny uśmiech to w mojej pamięci solidne przęsło mostu, a ten most się przecież nie zawalił. Bo był Mariusz mostem łączącym ludźmi z bardzo różnych bajek. Wiele ludzkich, koleżeńskich więzi zostało zadzierzgniętych jako efekt jego niewyczerpanej aktywności na tzw. polu kultury. Był poetą, prozaikiem, publicystą, ale przede wszystkim niestrudzonym organizatorem niezliczonych akcji dzięki którym wielu ludzi weszło do kręgu uczestników, nie tylko konsumentów, kultury. Był mocno związany z ziemią krasnostawską, rozmiłowany w jej krajobrazach i historii, potrafił zarażać tą pasją ludzi dla których krasnostawski zaścianek był tylko abstrakcyjnym sektorem na mapie ojczyzny.

Jest takie pretensjonalne wyświechtane określenie – animator kultury. W dzisiejszych czasach do tego określenia trzeba by dodać przedrostek re-. Razem z rozpadem społecznych więzi życie kulturalne również ulega dezintegracji. Instytucje które formalnie mają podtrzymać jego ciągłość coraz częściej stają się maszynkami do zagospodarowania dotacji, bez nich by uschły. Mariusz potrafił wnieść do tego dziania się kultury iskrę spontaniczności, dać mu ludzki wymiar, sprawić żebyśmy zaintrygowani i rozbawieni poczuli, że poza rytuałem i celebrowaniem, ta aktywność ma istotny sens, i dotyczy nas bezpośrednio. Był społecznikiem w dawnym, dobrym, znaczeniu tego słowa. Nadawał się do tej roboty znakomicie, jego energia i radość działania udzielały się tym co weszli w orbitę jego aktywności. Banalne wydarzenia, jeśli on w nich uczestniczył, nabierały ciepłego blasku przyjacielskiego spotkania które ma swoją wagę. To co piszę, to nie jest żadna okolicznościowa laurka, Mariusz był człowiekiem wypełnionym esencją, wiadomość o jego śmierci przebiegła jak elektryczne wyładowanie w związanym z nim koleżeńskim kręgu, i pewnie nie tylko w tym kręgu, jak wiele wypełniała sobą miejsca jego osoba, poczuliśmy kiedy to miejsce zostało puste.

Kazimierz Malinowski

Idzie Wojna

Do chrześcijan, buddystów, pozostałych innowierców i agnostyków. Dokument wewnętrzny w języku polskim. Do Polaków. Idzie wojna.

Ale spoko, jak zauważył G. Orwell w 1984, wojna jest pokojem. A więc zbliża się inna odmiana pokoju, wersja utworu z rytmem stukanym na werbelkach, zamiast smooth szurania szczotkami po talerzach. No dobra, no dobra, od czasu jakiegoś już miałem ochotę wypowiedzieć co w temacie krąży mi po zwojach, nie wiedziałem od jakiej strony by zacząć, i już wiem. Oto wpadło mi przed oczy czasopismo, hard weapon porno, organ z dymiącą lufą Kompleksu Przemysłowo-Wojskowego, Defence Technology International. Wydawnictwo jest wypasione merytorycznie i graficznie, przejrzystość, dosadność, ale elegancka. Co najnowszego w burdelu, pardon, zbrojowni, u Belzebuba, słychać. Jakie trendy w war dizajnie są na topie. W czasach kiedy postępowość została trwale skojarzona z postępem technicznym, warto przyjrzeć się awangardzie postępu który najbardziej zaawansowany jest w opracowywaniu i montowaniu narzędzi unicestwienia.

To porozmawiajmy sobie o tej nadchodzącej wojnie, co się na niej będzie modnego nosiło, a co jest już past i kaszanka. I proszę nie wyjeżdżać z tekstami: zamknij dziób stary kruku, bo wykraczesz. Przykro to stwierdzić, sorencjo, już jest wykrakane, św. Jan w Apokalipsie wykrakał, samo się wykrakało z siebie i już sobie darujmy tę infantylną zabawę w szukanie winnego. Wygląda na to, że ogniem i mieczem jest wpisane w naturę człowieczą i żadne kurde lekcje na przykładach co nam ich histo udzielała hojnie naszego nastawienia do problemu nie zmieniły bo nie mogły. Zły Stefcio i tak będzie spał z rączkami pod kołderką. Żadna trauma go ze zgubnego nałogu nie wyzwoli. Sklapsowany, poszlocha, wysmarka się, obieca poprawę, a do swojego wróci i z tym większą zapalczywością występek czynić będzie. Mędrcy Wschodu i Zachodu obszernie się wypowiedzieli na temat przyczyn tego stanu rzeczy. My skoncentrujmy się na przedstawieniu propozycji nowych prawdopodobnych scenariuszy tego spektaklu, bo przecież wojna jest spektaklem, widowiskiem, na jej epice potem żywią się wyciskając fabuły i morały ci co uniknęli strzałki w serce. Właściwości posiadanych narzędzi i materiału do obrobienia określają przyszłą formę dzieła. Spróbujmy przeto przedstawić sobie przyszły jego kształt. Ale najpierw uświadommyż sobie, czemóż ach czemóż rzeźbiarz przystąpi do dzieła.

Czytaj więcej

Emancypacja technosfery

Sen jest fajny, sen poważamy, regeneruje odpręża. Jest z nim tylko jeden problem – coś można przespać. Opowiem wam teraz cośmy przespali, choć pono na obszarze pod kontrolą ciotki Euroatlantyckiej zapierdalający coraz zacieklej obywatele śpią coraz krócej.

Śledzimy spory różnych politycznych krasomówców, że populizm, nacjonalizm, deficytyzm. To bicie piany z ciągle tych samych składników sprawia, że mając ustaloną listę tematycznych ingrediencji poza nią nie wychodzimy, a niestety najciekawsze i we skutki najbardziej brzemienne wisi poza nią, ale tuż nad naszymi głowami. Biosfera eroduje?, to pikuś, emancypuje nam się technosfera.

Polityczna pajacerka wypudrowana i wypomadowana daje cyrk przed kamerami. Im więcej trajlują tym mniej dają użytecznej informacji. Trzeba je ciułać z różnych niszowych źródeł i kleić obrazek w całość, a przedstawia nam on.

Klasa polityczna w skali globalnej traci kontrolę nad biegiem wydarzeń. I co, zaraz będzie katastrofa? Nie zaraz i nie nagle, będzie to bezpieczna katastrofa następująca metodą salami. Otóż nie żydzi i masoni, nawet nie Chińczycy, tendencje nad którymi nikt już z przytomnych ludzi zapanować nie może. Do sedna.

Czytaj więcej

KUCHNIA STAROneoKAWALERSKA

Bękarty Ro Nakłowicza, mam do was słowo, i do was burgerkingi, chrupiące skrzące się skrzydełka dziada z JFK KFC, mada wasza faka. Idzie zima, idzie zima.

Podstawowymi składnikami jakie są fundamentem kuchni staroneokawalera są to. Ale najpierw, ale właśnie że nie, wrócimy do meritum nim, i nie zrobię tej dygresji, cwany posiadaczu porządnych butów mejdin baj małe żółte rączki, oranżadka ci w proszek.

Staroneokawaler, to facet który został na urozmaiconym krajobrazowo polu bitwy o nową prawdziwą kobietę w wyniku o właściwościach eksplozji fermentu, został, zasłaniając się jeszcze dzierżoną patelnią w dłoni drżącej, na placu owym, z psem wiernym i samofinansującym się kotem robiącym w branży mysiej.

Also, alora, meine herren, podstawą jest cebula, kartofel i olej. Wiedz bracie, że cały świat może ci, kiedy je masz, naskoczyć. Kiedy już kobieta nie pojawi się, albo zniknie z twojego życia, budzisz się z dusznego snu, do olśnienia. Hehe, podnosząc się z kolan, pierwsze co widzimy to błoto na kolanach, ale to dział pucowanie garderoby. My, mężczyzna, jesteśmy obecnie na temacie- co wkłada się do ust. A więc- wracamy do kolorów podstawowych, żółć, czerwień i niebieski. Olej, cebula, kartofel. Pamiętacie te ich kosmetyczki, ten cały staf, krem na dzień krem na noc. Podkłady i błyszczki, te o wymyślnych kształtach fiolki, pędzelki, waciki i sztyfciki z gąbeczką. To samo robią w kuchni. Kuchnia to ich narzędzie terroru.

Aktem założycielskim nowej kobiety było ogolenie kępy pod pachami, tego jedynego miejsca gdzie kobieta pachnie dziećmi, a zapach ten zapach wywołuje obraz rodzącego się życia, i gotowość podjęcia radosnego wysiłku przy jego zasiewaniu. Potem trzeba było dokładnie wypłukać pachę perfumowanym mydłem, ale jeszcze wtedy utrzymuje się zapachu tego ulotny cień, więc zakatrupiły go dezodorantem.

Czytaj więcej