Upadłem w tysiąc kawałków

Napisał Mariusz w wierszu „Ikonostaś”:

20 lat temu umarł Freddie Mercury
miałem wtedy włosy do ramion
i czekałem na skrzydła anioła
on sobie umarł a ja upadłem
w tysiąc kawałków
jak czeski jablonex

Dojmujące są słowa: upadłem w tysiąc kawałków. Teraz odczytujemy je z jasnością bolesną i dotkliwą.

Odszedłeś sobie Poeto wiersza i życia.

A wydawało się, że będziesz wiecznie obok nas, że inaczej być nie może. Zewsząd płyną słowa serdecznej pamięci dla Twojej Osoby – Krasnystaw, Lublin, Warszawa, Wołowiec, Poznań, Przemyśl, Rzeszów, Zamość.

Twoja nieobecność, tu z nami, jeszcze nieoswojona. Szukamy Cię w Twoich wierszach, opowiadaniach, reportażach, łapczywie wyłuskujemy z minionego czasu chwile spotkań i uśmiechamy się na wspomnienie wielu artystycznych wydarzeń wyszykowanych przez Ciebie dla nas, z polotem i humorem.

Mariusz, za te przestrzeń dobrego, mądrego życia, którą wykroiłeś w przestworzach świata, i w której mogliśmy się zatrzymać, bardzo jesteśmy Ci wdzięczni.

Bożena i koleżeństwo z Zamościa

MARIUSZ KARGUL (23.12.1976 – 16.10.2013)

MARIUSZ KARGUL (23.12.1976 – 16.10.2013)

Kargul_19_10_2013

Prozaik, poeta, publicysta, eseista, recenzent, regionalista. Propagator twórczości poety Stanisława Bojarczuka. Przyjaciel Wydawnictwa Czarne i jego autorów. Wielbiciel Andrzeja Stasiuka. Samozwańczy animator kultury, wolny strzelec, choć zodiakalny koziorożec, moderator spotkań autorskich oraz licznych wydarzeń kulturalnych. Związany z Krasnymstawem Siennicą Różaną i od 2012 r. z Warszawą. Publikował w czasopismach regionalnych, krajowych i zagranicznych.

Czytaj więcej

To nie jest okolicznościowa laurka

Nie przyjmuję do wiadomości, że nie ma już z nami Mariusza Kargula. Jego solidna sylwetka i szwejkowski pogodny uśmiech to w mojej pamięci solidne przęsło mostu, a ten most się przecież nie zawalił. Bo był Mariusz mostem łączącym ludźmi z bardzo różnych bajek. Wiele ludzkich, koleżeńskich więzi zostało zadzierzgniętych jako efekt jego niewyczerpanej aktywności na tzw. polu kultury. Był poetą, prozaikiem, publicystą, ale przede wszystkim niestrudzonym organizatorem niezliczonych akcji dzięki którym wielu ludzi weszło do kręgu uczestników, nie tylko konsumentów, kultury. Był mocno związany z ziemią krasnostawską, rozmiłowany w jej krajobrazach i historii, potrafił zarażać tą pasją ludzi dla których krasnostawski zaścianek był tylko abstrakcyjnym sektorem na mapie ojczyzny.

Jest takie pretensjonalne wyświechtane określenie – animator kultury. W dzisiejszych czasach do tego określenia trzeba by dodać przedrostek re-. Razem z rozpadem społecznych więzi życie kulturalne również ulega dezintegracji. Instytucje które formalnie mają podtrzymać jego ciągłość coraz częściej stają się maszynkami do zagospodarowania dotacji, bez nich by uschły. Mariusz potrafił wnieść do tego dziania się kultury iskrę spontaniczności, dać mu ludzki wymiar, sprawić żebyśmy zaintrygowani i rozbawieni poczuli, że poza rytuałem i celebrowaniem, ta aktywność ma istotny sens, i dotyczy nas bezpośrednio. Był społecznikiem w dawnym, dobrym, znaczeniu tego słowa. Nadawał się do tej roboty znakomicie, jego energia i radość działania udzielały się tym co weszli w orbitę jego aktywności. Banalne wydarzenia, jeśli on w nich uczestniczył, nabierały ciepłego blasku przyjacielskiego spotkania które ma swoją wagę. To co piszę, to nie jest żadna okolicznościowa laurka, Mariusz był człowiekiem wypełnionym esencją, wiadomość o jego śmierci przebiegła jak elektryczne wyładowanie w związanym z nim koleżeńskim kręgu, i pewnie nie tylko w tym kręgu, jak wiele wypełniała sobą miejsca jego osoba, poczuliśmy kiedy to miejsce zostało puste.

Kazimierz Malinowski

nie-u-kontenendo

siedzę nad pustą połówką 
rozbierając początek kosmosu
że niby coś z niczego
że bez początku i końca 
czy się kurczymy
czy rozszerzamy?” 

Mariusz Kargul,
nie-u-kontenendo

Czas płynie. Właśnie zdałem sobie sprawę, że to już ponad cztery lata odkąd poznałem Mariusza Kargula, Człowieka który słowem czarował jak nikt. Po spotkaniu z nim zaczynałem zawsze rozbierać początek kosmosu. Maniek miał w sobie kreatora, co zdarza się niezwykle rzadko, szczególnie w dzisiejszym świecie. Potrafił złożyć kulturę z części, których brakowało na składzie, pomimo tego maszyny które tworzył jeździły niewiarygodnie sprawnie, to była jego prawdziwa magia.

W środę wieczorem dowiedziałem się, że Mariusza zmarł. Nie mogę w to uwierzyć, na pewno nie tylko ja. Odrzucam od siebie tą wiadomość, nadal czekając na odpowiedź na maila, którego wysłałem kilka dni temu – Mariuszu w końcu przeczytałem Twój tekst w Tygodniku Powszechnym. Nie wiem dlaczego, ale od ponad tygodnia myślałem o Nim. Zastanawiałem się co tam słychać na Saskiej skąd pisał. Nie widziałem Mariusza od Chmielaków, kiedy wracając z wykopalisk podwoziłem go z Komarowa do Krasnegostawu, miał doskonały humor, jakby czerpał piękno tego świata nie mogąc ugasić pragnienia – teraz już wiem dlaczego tak było, chociaż wtedy wydawało mi się to normalne. Niezwykle ciężko mi o tym pisać. Gdy dostałem tą fatalną wiadomość zabłądziłem w myślach i nie mogłem z nich wyjść, nadal nie mogę. W tej plątaninie widzę wyraźnie, że mniej więcej od roku był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i to co wprawił w ruch będzie prawdziwym perpetuum mobile.

Nie żegnam się z tobą Mariuszu bo nadal Jesteś i Będziesz…

Konrad Grochecki

Chciałbym aby na moim pogrzebie dobrze mówiono

Od kilku dni wiedziałem, że z Mariuszem Kargulem jest bardzo źle. Dlatego długo zwlekałem aby do niego zadzwonić. Jednakże nie wytrzymałem i wczoraj o 14:53 zadzwoniłem. Telefon milczał… A po siódmej wieczorem otrzymałem informację o śmierci Mariusza Kargula.

Gdzieś w moich szpargałach zachował się pierwszy list z wierszem od Mariusza Kargula. I oto w ten sposób poznaliśmy się, a był to, o ile dobrze pamiętam, rok 2001. Później była Grupa Literacka A4, którą przez pewien czas prowadziłem, a którą po moim odejściu od Grupy zaopiekował się Mariusz. Pamiętam jak Mariuszowi wskazałem drogę po której ma iść. I poszedł tą drogą, w całym tego słowa znaczeniu, zapisując swój niebagatelny talent m.in. na stronach „Akcentu”, „Frazy”, „Koziegorynku”, ”Tygodnika Powszechnego”. To on, a nie kto inny, przyczynił się, przy wielkiej pomocy Andrzeja Stasiuka, do popularyzacji zapomnianego chłopskiego poety Stanisława Bojarczuka.

Kargul Kargulfot. Stanisław Kliszcz

Czytaj więcej

Pokładziny

W październikowym numerze magazynu literacko-kulturalnego Chimera znajdziecie opowiadanie Mariusza Kargula Pokładziny. Aby zachęcić Was do odwiedzenia kiosków i salonów prasowych poniżej publikujemy jego fragment:

Mietek był to chłopak, co czytał Kafkę na dobranoc. Czas przeszły nie znaczy bynajmniej, że już go nie ma, że wysypał klepsydrę, spotkał Charona, którego przekonał, ile słodyczy jest w słowie mamona. Po wiosce krążą życzliwe plotki, że Mietek wyczytał wszystko co czarne z Kafki i teraz przymierza się do Babla. Ale on milczy zażarcie – i Mietek i Babel . Niczego nie dementuje ani nie potwierdza. Odkąd rzuciłem nieopacznie, w towarzystwie jego teściowej i żony, ale nie w jednym, kalumnię na temat rodzimych seriali, przyjaźń nasza wystawiona została na ciężką próbę.

Między Zamościem a Tyszowcami

Jako zachętę do sięgnięcia po najnowszym numer „Tygodnika Powszechnego” poniżej publikujemy oryginalny wstęp do artykułu Mariusza Kargula „Pole pod bitwę”. 

„Pod koniec sierpnia, gdzieś między Zamościem a Tyszowcami, powietrze z wolna butelkowieje. Zaczyna przypominać wzięte pod światło szkło znalezionej w opuszczonym sadzie starej flaszki. W całej okolicy jest już po żniwach, lecz nie uświadczysz pokosów czy snopków. Wprawni kombajniści pozostawiają rżyska skrojone na miarę angielskich trawników. Jeździ się po nich o wiele lepiej niż po niejednej drodze. Tylko dębina, na granicy gmin Komarów-Osada i Sitno, zdaje się szumieć od pokoleń niezmiennie, ale raczej na palcach obu rąk można policzyć w niej drzewa, które pamiętają Budionnego i Babla. Maszerując na południe, od strony Cześników, wychodzi się po pewnym czasie, w przesmyku pomiędzy dwoma lasami, na grzbiet wzgórza 255. Jak okiem sięgnąć, rozciąga się stąd panorama, która 93 lata temu stanowiła teatr zażartych walk różnych formacji militarnych, których gros stanowiły siły kawalerii. Niejako automatycznie przyciąga uwagę i ogniskuje na sobie spojrzenie wieża kościoła parafialnego w Komarowie. W ciągu ostatniego wieku była niemym świadkiem zarówno wielkich burz dziejowych, które przetoczyły się tutaj na styku Padołu Zamojskiego, Grzędy Sokalskiej i Kotliny Hrubieszowskiej, jak również zwykłego, codziennego życia toczącego się u jej podnóża”.

Komarów

Fot. Samorządowy Ośrodek Kultury w Komarowie – Osadzie

Więcej w „Tygodniku Powszechnym” Nr 36 (3348) z 8 września 2013 r. Przeczytaj w sieci po miesiącu – albo kup już dzisiaj wydanie cyfrowe!