Lubelszczyzna z listopadowego snu

Stanisława Kliszcza pamiętam jeszcze z czasu szkoły. Z liceum, do którego chodziłam, vis-à-vis jego miejsca pracy. Niewysoki dynamiczny pan wpadający i krążący po korytarzu podczas przerw międzylekcyjnych. Gestykulując, malując wizje działań, próbował nas, nieopierzonych nastolatków, zaprosić do Krasnostawskiego Domu Kultury. Przekonać, że życie toczy się gdzie indziej, sztuka i animacja mają odpowiedzi na nasze pytania. Jeśli nie wyartykułujemy ich podczas lekcji, nie musimy tego robić za pomocą napisów na murach.

Pamiętam go z konkursów poetyckich jako organizatora, lektora zwycięskich wersów, konferansjera większych wydarzeń. Zawsze zdumiewała mnie jego umiejętność wymowy prosto do mikrofonu, której niczego nie umiałam zarzucić. Nie znam drugiej takiej osoby w rodzinnym mieście Krasnymstawie, nie wiem, gdzie się tego nauczył i w jaki sposób mogłabym tę cechę od niego nabyć choćby drogą kupna. W końcu nie za takie umiejętności dziś płaci się podczas licznych warsztatów. Ale może Stanisław jest wyjątkiem. Nie wszystko ma na sprzedaż.

SK Czytaj więcej