Krasnostawski Rock: Angel

W odpowiedzi na liczne zapytania i komentarze po artykułach dotyczących krasnostawskiego punka, BSNK przeprowadziło wywiad z uczestnikiem minionych wydarzeń Andrzejem Żukiem. Angel przedstawia nowe fakty i dementuje dotychczasowe opinie dotyczące muzycznych wydarzeń tamtych dni. Zapraszam do lektury!

A_01

fot.  archiwum Andrzeja Żuka

Jak sam zauważyłeś, było sporo nieścisłości w moim tekście „Punk nie umarł?„. Paradoksalnie wzbudził on bardzo duże zainteresowanie wśród czytelników bloga. Dostałem sporo e-maili, na Facebooku odzew też był spory. Cieszę się, że zgodziłeś się na tę rozmowę. Będziemy mogli parę spraw wyjaśnić czytelnikom. Grałeś w Barykadzie Wolności. Mógłbyś na początek rozszyfrować pseudonimy muzyków w niej udzielających się?

Kapela powstała po rozpadzie zespołu The Naturat. Oto skład: „Biały” Irek Bielak – vocal, „Angel” Andrzej Żuk – gitara, „Wojtas” Wojtek Krawczyk – perkusja, Piotrek Mazurkiewicz – gitara basowa.

Na nieistniejącym już niestety forum Krasnostaw Front jest taki temat „Staaare Krasnostawskie kapele„. Są tam wypowiedzi na temat składu Barykady. Jak to w końcu było? Grał z Wami ten Willy czy nie?

Willy to był perkusista w zespole działającym przez krótki czas w KDK. Skład to: ja „Angel’ na gitarze, „Knot” na vocalu i „Kotlet” na basie. Nazwy nie pamiętam.

Co sądzisz o pomyśle Mateusza Dobosza – zgraniu Waszych starych nagrań? Składanka Krasnystaw Punx to już rzecz kultowa. Zachowały się jakieś inne nagrania z tamtych czasów?

Wszystkimi nagraniami zespołu Barykada Wolności zarządzał „Biały” i były one rejestrowane na jego wypasionym kaseciaku marki NEC. Były też nagrania realizowane na sprzęcie GOKu, ale nie mam pojęcia czy gdzieś istnieją. Nigdy nie przesłuchałem Krasnystaw Punx w całości, ale patrząc po tytułach, to nie ma tam nagrań Barykady Wolności, tylko nagrania wcześniej wspomnianego zespołu „Knota”.

Niewielu jest w chwili obecnej świadków tamtych wydarzeń w Krasnymstawie, albo są i nie pamiętają lub nie chcą wspominać punkowania. Mógłbyś przybliżyć atmosferę z występów lub prób „Barykady”. Dowiedziałem się tylko tyle, że „Biały” występował tyłem do publiczności.

Graliśmy w GOKu u Andrzeja Woźniaka w Siennicy Nadolnej, wspaniałe miejsce z zawodowym sprzętem, nawet jak na dzisiejsze czasy. Tam grało dużo zespołów. My byliśmy tym „najgorszym”. Jeśli chodzi o punkowanie, to „Biały” był najbardziej punkowy. Zespół miał dużo przyjaciół i głównie to oni rozpowszechniali muzykę Barykady Wolności, pożyczając kasety swoim kumplom.

A_02

fot. archiwum Andrzeja Żuka

Parę osób, z którymi rozmawiałem miło wspomina współpracę z Andzrzejem Woźniakiem – wówczas dyrektorem GOK-u. Masz jakieś szczególne wspomnienia? Miałeś styczność ze słynną żółtą syrenką?

Tak, miałem styczność z syrenką. Nawet raz wracaliśmy nią z próby. Zepsuła się niestety obok Szkoły Podstawowej Nr 5 i musieliśmy dalej podróżować „z buta” z instrumentami, bo w syrence rozpiął się przegub czy coś takiego. Syrenkę ktoś obrysował na ścianie „Hermesa” (obecnie to „Aldik”) i napisał „onanizm leczy organizm”. Takie były czasy. Syrena Bosto to było auto, którym Woźniak codziennie dojeżdżał do pracy.

Po zakończeniu działalności przez Barykadę Wolności powstał Budwaiser. Z Barykad grałeś w nim Ty i Wojtas. Byłeś wokalistą w tym zespole. Kto jeszcze z Wami występował? W jaki sposób w zespole znalazła się Magda Wójcik?

A_03

fot. archiwum Andrzeja Żuka

Po rozpadzie grupy Barykada Wolności, razem z Wojtkiem postanowiliśmy grać dalej w innym stylu, bardziej blues rockowo (obaj bardzo kochaliśmy bluesa i album „I Ching” grupy Morawski,  Waglewski, Nowicki, Hołdys, z gościnnym udziałem Martyny Jakubowicz). Do składu zaprosiliśmy Bartka Fornalskiego (prywatnie Wojtek i Bartek są rodziną). Miał wtedy 14 czy 15 lat. Bartek był napalony na granie, słuchał muzyki i miał ochotę do grania na gitarze, ale ostatecznie potrzebowaliśmy basisty, więc został basistą w grupie Budweiser. Wojtas był świetnym muzykiem.  Chodził do szkoły muzycznej. Słuchał dużo jazzu, rocka i bluesa. Ja zobaczyłem przypadkowo u kolegi koncert Erica Claptona z Philem Collinsem na perkusji z 1985 roku, który wywrócił do góry kołami moje postrzeganie gitary i muzyki w ogóle. Do dzisiaj jestem wielkim fanem Claptona  i blues rockowej gitary. Byliśmy przyjaciółmi. Często spotykaliśmy się poza próbami i dużo rozmawialiśmy o muzyce. Nie pamiętam jak Magda trafiła do zespołu. Chyba była to robota Bartka, który chodził do jednej klasy w podstawówce z Magdą. Już po pierwszej próbie byliśmy pewni, że jest niesamowita. Śpiewała jak anioł. Grała również na gitarze i fortepianie.

Magda, jest również widoczna na zamieszczonych w tym artykule zdjęciach, razem z Power Station. Możesz przybliżyć personalne zawiłości.

Z Magdą graliśmy też poza składem Budweiser. Były różne okazje, jak: WOŚP, zlot motocyklowy w Białce (z Piotrem Zańko na perkusji), różne jam session. Nawet jak już Magda była w Warszawie i miała kontrakt, graliśmy w różnych składach dla przyjemności.

Przez jakiś czas tworzyłeś z Tomkiem Gieletą i Bartkiem Fornalskim w Power Station. Obaj grają teraz w GK BeAT. Nie proponowali Ci współpracy?

Przez kilka lat, chyba ponad 2, grałem z przyjaciółmi w Power Station (nazwę wymyślił Jurek Czajkowski „Czaja”). Zespół był zorientowany na hard rock. Coś pomiędzy AC/DC a Guns ‚N’ Roses. Na początku byliśmy trio: ja na gitarze i wokalu, „Czaja” na perkusji i Bartek Fornalski na basie i wokalu wspomagającym. W późniejszym okresie dołączył do nas sąsiad „Czaji” – Tomek Gieleta. Graliśmy dużo koncertów: na WOŚP kilka razy, Chmiel Rock z De Mono i HEY. W pewnym momencie rolę głównego wokalisty przejął Bartek. Zespół skłaniał się w stronę klasyki typu: Led Zeppelin, Cream, Hendrix. Pod koniec działalności grupy rozstaliśmy się z naszym charyzmatycznym perkusistą „Czają” i za bębnami zasiadł nasz przyjaciel Grzegorz Majewski.  Grał w stylu Johna Bonhama i Gingera Bakera.To był świetny zespół.

A_04

fot. archiwum Andrzeja Żuka

Tomek i Bartek grają w GK BeAT. Nie proponowali mi współpracy, ale nie mam im tego za złe.  Jesteśmy przyjaciółmi od ponad 20 lat. Zaprosili młodych muzyków. Zresztą GK BeAT to troszkę inny styl od tego, który ja preferuję.

Ostatnio z Tomkiem pograliście trochę razem podczas II ZLOTU MOTOCYKLOWEGO FREE WINGS. Na Facebooku napisałeś, że fajnie się grało. Jakie są Twoje wrażenia z tej imprezy?

Podczas tego jam session  zagraliśmy z przyjaciółmi klasyki: Nalepę, Beatlesów, Hendrixa i oczywiście Claptona. Szkoda, że była to impreza zamknięta, tylko dla motocyklistów. Mnóstwo ludzi przyszło i musiało wracać, bo ich nie wpuszczono. Szkoda, a grało się ekstra. Nagłaśniał nas Andrzej Woźniak – ten od GOKu, gdzie wszyscy zaczynaliśmy przygodę z muzyką.

A_06

fot. archiwum Andrzeja Żuka

Był jeszcze zespół Uciecha. Jedyną wzmiankę o nim znalazłem w Ziemi Krasnostawskiej z 1995 roku, przy okazji występu na WOŚP. Możesz coś więcej o nim powiedzieć?

Zespół Uciecha powstał po zakończeniu działalności Power Station i był naszym pierwszym KDK-owym bandem, w składzie: ja na gitarze, Bartek na basie i Grześ Kuligowski na perkusji. Na początku było to instrumentalne bluesowe trio, które po pewnym czasie stało się kwartetem, bo dołączył do nas brat Bartka – Krzysiek Fornalski na drugiej gitarze. Krzysiek zaproponował wykonanie utworu „Jessica” grupy The Allman Brothers Band, który zobaczyliśmy na koncercie z  Woodstock. Z czasem sporo jazzowaliśmy. Skład został poszerzony o saksofonistę i innego basistę.  Nagraliśmy kasetę demo i zagraliśmy sporo koncertów np. na zamojskim „Jazz Na Kresach„, w „Jazz Pizza” w Lublinie czy 2 razy w  „Kumowej Dolinie” w Chełmie i podczas WOŚP w KDK. Ostatni koncert zespołu został w całości zarejestrowany w Krasnostawskim Domu Kultury.  Zagraliśmy w składzie: Andrzej Żuk – gitara, Albert Wiatrzyk – bas, Grzegorz Czuchaj  –  saksofon,  Krzysztof Fornalski – druga gitara, Grześ Kuligowski – perkusja. Gościnnie na trąbce zagrał nasz przyjaciel pan Mieczysław Pawelec. Zespół istniał w latach 1995-1997.

Może przypomnisz nazwy innych kapel, w których grałeś.

Grałem w The Naturat, po zmianie nazwy Barykada Wolności, Budweiser, Power Station, Uciecha. Podczas istnienia Budweisera czy Power Station występowałem w wielu składach m.in. z Magdą,  Bartkiem i różnymi perkusistami. Były to jamy i koncerty pełne improwizacji. Bardzo miło wspominam ten okres. Przez krótki czas istniał zespół punkowy w składzie: ja, Kotlet, Knot i Willy. W czasach Uciechy grałem też w septecie jazzowym kierowanym przez pana Mietka Pawelca. Razem z Bartkiem i Grzesiem Kuligowskim tworzyliśmy sekcję rytmiczną dla profesjonalnych  muzyków z Warszawy. Około 2000 roku grałem również w zespole 5150 w składzie: Jacek Dzik – wokal, Tomek Gieleta – gitara, Andrzej Żuk – gitara, Bartek Fornalski – bas, Grześ Kuligowski – perkusja. Zarejestrowaliśmy kilka nagrań w studio w Lublinie i zgraliśmy koncert na WOŚP.

Przygotowuję cykl materiałów o Chmiel Rocku. Może jakiś koncert z Chmielaków szczególnie zapadł Ci w pamięci, a może sam zagrałeś na tej imprezie z jakąś z w/w kapel?

Grałem kilkukrotnie na Chmiel Rocku. Najbardziej podobał mi się koncert, gdzie mieliśmy zagrać jako Power Station (jeszcze w trio) przed De Mono, ale imprezę organizował KDK i był totalny chaos. Dużo zespołów zrezygnowało i odjechało, a my czekaliśmy na swoją kolej. Jako główna gwiazda zagrało De Mono. Pani od koncertu pozwoliła nam wejść na 3 utwory. Zagraliśmy jednak 6 kawałków m. in. cover AC/DC Moneytalks. Rozgrzana publiczność śpiewała razem z nami. Była to wyśmienita okazja do zaprezentowania się dla początkującego zespołu, jakim wtedy był Power Station.

A_05

fot.  archiwum Andrzeaj Żuka

Co porabiasz w chwili obecnej jako muzyk?

Obecnie jako muzyk nie gram w żadnym zespole. Czasem biorę udział w jam session zaproszony przez mojego starego kumpla Tomka Gieletę. Ćwiczę w domu, wymyślam riffy czy całe utwory.  Jestem gitarzystą sam dla siebie i kocham muzykę. Nigdy tego nie zostawię. Pasjonuje mnie lutnictwo, buduję gitary, eksperymentuję z brzmieniem. Na tę chwilę obecną muzycznie nie spełniam się tak jak kiedyś. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości to się zmieni.

Rozmawiał
Dominik Kleszko