Chodzą kombajny

Niechybna to jaskółka powoli nadchodzącej starości, że człowieka coraz mniej zachwyca, coraz mniej kusi, intryguje. Nominalnie już czerwiec. I co z tego? „Dawniej” miesiąc ów oznaczał permanentny brak równowagi psycho-elektrolitowej w organizmie. Nie wspominając o nocach, których po prostu nie wypadało, ot tak sobie, po drobnomieszczańsku, przesypiać. Jakiś niepokój nie dawał wytrwać na łóżku. Nie mówię, że od razu egzystencjalny, bo jednostki tak nieskomplikowanej, jak moja, o coś takiego raczej podejrzewać nie wypada, ale jednak więcej się czytało i myślało, niż spało. Nie dająca o sobie zapomnieć gędźba kłuła i gryzła, uwierała i łaskotała, to tu, to tam. Tabuny myśli fedrowały bezlitośnie pod czaszką, a wzrok podążał bezwiednie pod sufit, za kolejnymi kłębami papierosowego dymu.

Coś nie tak z tymi zapachami. Brak im intensywności. Ludzie sieją mniej maciejki na balkonach? Spółdzielnia rzadziej kosi trawę? Za daleko od woni dzieciństwa, zbyt blisko starczej demencji?

Czerwiec syty miodem lip, lipiec pęczniejący kiściami porzeczek, sierpień falujący łanami zbóż. Były.

Chodzą kombajny, chodzą po niebie. Jest mi już bliżej, bliżej do ciebie…

Mariusz Kargul

One Comment

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.