Do wszystkich!

Do wszystkich! – tymi słowami rozpoczynano niezliczoną ilość telegramów wysyłanych w latach wojny domowej na Ukrainie i w Rosji. Czy to zdobyto nieoszańcowany przyczółek nad śródpolnym bajorem, czy ważny węzeł kolejowy lub ośrodek miejski, niezwłocznie wysyłano umyślnego do najbliższej stacji telegraficznej, z misją nadania w świat komunikatu o kolejnym bojowym sukcesie. Robili tak biali, czerwoni, zieloni, czarni i Bóg wie jeszcze kto. Nie stronili od tej formy propagandy również machnowcy.

To dzieciom Bat’ki Nestora Machny, i jemu samemu, Stanisław Łubieński poświęcił swą najnowszą książkę. Pirat stepowy stanowi rodzaj biografii mierzącej się z trudnym zadaniem – wyłowieniem z morza legend, zmyśleń, przeinaczeń, w miarę spójnego i prawdziwego obrazu „anarchistycznego pirata”. Wypływał ci on kilka ładnych lat na bezkres suchego przestwór oceanu, zahaczając o Morze Czarne i Krym. Prawdziwy korsarz, walczący na kilka frontów pod czarnymi flagami, sól swobody i niezależności, kierujący mimowolne skojarzenia w stronę Wilka stepowego. Jeżeli pirat, to z wierną i oddaną załogą, którą przez dłuższy czas potrafił utrzymać w ryzach. Jeżeli wilk, to rudowłosy basior watahy zebranej z bliższych i dalszych okolic Hulajpola – miejsca, w którym stawiał pierwsze rewolucyjne kroki.

Miło jest, gdy w ramach jakiejś istotnej chwili dziejowej możemy wskazać konkretny mit założycielski. W przypadku Casanovy było to zaczepienie suknią o krzyż na jego grobie przez przechodzącą obok dziewczynę. U Machny takim lontem zapalanym, w sensie przenośnym i dosłownym, miał być moment z jego chrztu, kiedy od płomienia świecy zapaliła się szata popa. „Ogień szybko ugaszono, ale miejscowi uznali, że niezwykłe zdarzenie to znak: oto narodził się bezbożnik i rozbójnik, jakiego jeszcze nie było”.

Dodajmy, rozbójnik nie przystający do stereotypowego wyglądu watażki czy atamana. Nie za wysoki, z czarnymi lokami, idealnie nadający się do ról kobiecych w amatorskim teatrze, za którym zresztą przepadał. W tamtych ponurych latach, gdy każdy prał każdego, mordy i pogromy przewalały się niczym ogień po stepie, nie brakowało zdarzeń rodem z burleski. Łubieński świetnie oddaje klimat epoki. Wspomina o licznych maskaradach polegających na wchodzeniu w jaskinię lwa przez Machnę i jego ludzi. A to napad na dwór ziemiański w przebraniu, i rzucenie bomby w wazę, po ujawnieniu prawdziwej tożsamości, „pożyczenie” amunicji od białych, zblagowanie dowódcy bolszewickiego pociągu pancernego, który pokrył ogniem swoich.

Dzięki Bablowi znamy przykłady „mody wojennej” AD 1920. Ludzie Machny wcale nie byli gorsi od budionnowców, a nawet często przewyższali ich fantazją. Jeden z nich paradował np. z tubą od gramofonu na głowie i pasem z płyt, przerzuconym przez tułów. Powszechnie znany przykład krasnoarmiejca w łapciach i meloniku na głowie trochę przy nim blednie.

Chciałoby się widzieć w tym wszystkim same rubaszne i zahaczające o Haška elementy wojenki. Ale tak się nie da. Autor Pirata stepowego ukazuje wzlot i upadek krasnego Bat’ki. Zawierano wówczas egzotyczne militarne sojusze i powstawały przedziwne polityczne konstelacje. Już wtedy dało się znakomicie zauważyć stosunek bolszewików do wszelkiej maści „sprzymierzeńców”. Zasada wyciągania kasztanów z ognia cudzymi rękoma zaczęła nabierać tempa. Machnowcy zdobyli Krym dla czerwonych, za co ci chcieli ich zaraz potem do cna wytracić. Uszły niedobitki, którym nikt potem nie chciał za bardzo pomagać. Ludzie Machny nauczyli się żyć tylko walką, a ludność cywilna miała już dość ciągłych wojen, głodu, strachu o jutro. Bolszewicy zaczęli skuteczną nagonkę i polowanie na „wilki stepowe”.

Na Ukrainie długo po śmierci Nestora Machny (1934) nie można było mówić o nim inaczej, jak o bandycie. Tego zresztą uczono w szkołach. Łubieński pokazuje próby ratowania od zapomnienia tej tragicznej postaci, której skutecznie dorabiano „gębę” pijaka, zbrodniarza, antysemity, karła, pomyleńca. Warto spróbować w oparciu o tę książkę wyrobić sobie własną opinię na temat ostatniego Bat’ki XX wieku.

Mariusz Kargul

Stanisław Łubieński, Pirat stepowy, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

Tekst pierwotnie ukazał się w kwietniowym numerze Magazynu  BLUSZCZ.

One Comment

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.