Drugie życie Stanisława Bojarczuka

Zaczyna coś drgać, powoli, ale zawsze jednak. Już od kilku lat skorupa zasklepiająca twórczość naszego największego poety zaczyna pękać. W szczelinach widać ludzi oraz ich pracę zmierzającą do tego, aby pamięć o „chłopskim Petrarce z Rońska” nie sczezła na dobre. Wiadomo, że najgorszym wrogiem jest tutaj bezczynność. Na szczęście jest coraz więcej przykładów diametralnie odmiennego podejścia do całej sprawy.

Ostatnim z nich jest przedsięwzięcie twórcze opracowane i zrealizowane pod egidą Stowarzyszenia Inicjatyw Twórczych Lubelszczyzny PULSAR i Krasnostawskiego Domu Kultury. Stronę finansową zabezpieczył Urząd Miasta. Mowa rzecz jasna o widowisku teatralnym „Ekstraktum z żywota imć Stanisława Bojarczuka”, które miało swoje dwie odsłony na ulicach i rynku miasta – w piątek 1 czerwca o 16.30 i w niedzielę 3-go o 17.15. Kto nie był i nie widział, niech naprawdę żałuje, ale nie rozpacza, bo może okazja na powtórkę nadarzy się już wkrótce.

Trudno mi w tym miejscu zachować pełny obiektywizm, bo pomysłodawcę całego wydarzenia, czyli Stanisława Kliszcza, znam i cenię od długiego czasu. Ktoś może powiedzieć, że nie wypada być adwokatem we własnej sprawie, bo i ja maczałem w tym palce, ale niech mi wolno będzie chociaż wyrazić uznanie i szacunek dla pracy tych wszystkich, dzięki którym Stanisław Bojarczuk „odwiedził” ponownie zza światów miejsca swego życia.

W piątek wiał porywisty wiatr, pogoda raczej nie nastrajała do romantycznych spacerów, ale oczom tych, którzy byli wtedy akurat na ulicach Krasnegostawu, ukazał się zgoła niesamowity widok. Oto na rikszy kierowanej przez S. Kliszcza siedział i grał na akordeonie sam Pliszka, a obok niego przygrywał dziarsko na bębnie Grobelny. Za niezwykłą awangardą falował i wyginał się „Wielki Sonet”, prowadzony i podtrzymywany przez odważną młodzież z „Czwórki”.

W niedzielę, pogoda i publiczność, były już bardziej łaskawe. Dzięki temu widzowie, mniej lub bardziej świadomi tego, co się wyprawia, ujrzeli i usłyszeli niezwykły montaż składający się z recytacji Jacka Dzika (wcielającego się w postać poety), przemarszów „Wielkiego Sonetu”, przemieszczania się po rynku arcyciekawych konstrukcji, wykonanych „z niczego”. Z głośników co chwila płynęły „pożyteczne i zdrowe slogany bojarczukowe”, przeplatane fragmentami muzycznymi. Jacek Dzik poruszał się na specjalnie skonstruowanej platformie i wczuwał się autentycznie w postać Bojarczuka. Warto dodać, że przyjechał na rynek i odjechał z niego rzadkiej urody pojazdem – zabytkową Czajką.

Żeby nikogo nie pominąć, podaję za folderem wydanym na tę okoliczność, osoby które wniosły swój wkład w to wiekopomne spektakulum: Stanisław Kliszcz (pomysł, reżyseria i scenariusz projektu), Jacek Dzik, Amanda Dzik, Małgorzata Gwarda, Stanisław Kliszcz, Katarzyna Oleszczuk, uczniowie Gimnazjum Nr 4 im. Jana Pawła II w Krasnymstawie (wykonawcy), Magdalena Wróbel (współpraca przy wykonaniu instalacji plastycznej), Arkadiusz Pasieczny (projekt i wykonanie graficzne, zdjęcia), niżej podpisany (opracowanie merytoryczne), mieszkańcy, którzy przyszli na widowisko (sprawiedliwi wśród publiczności).

[nggallery id=9]

 

Mariusz Kargul

One Comment

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.