Emancypacja technosfery

Sen jest fajny, sen poważamy, regeneruje odpręża. Jest z nim tylko jeden problem – coś można przespać. Opowiem wam teraz cośmy przespali, choć pono na obszarze pod kontrolą ciotki Euroatlantyckiej zapierdalający coraz zacieklej obywatele śpią coraz krócej.

Śledzimy spory różnych politycznych krasomówców, że populizm, nacjonalizm, deficytyzm. To bicie piany z ciągle tych samych składników sprawia, że mając ustaloną listę tematycznych ingrediencji poza nią nie wychodzimy, a niestety najciekawsze i we skutki najbardziej brzemienne wisi poza nią, ale tuż nad naszymi głowami. Biosfera eroduje?, to pikuś, emancypuje nam się technosfera.

Polityczna pajacerka wypudrowana i wypomadowana daje cyrk przed kamerami. Im więcej trajlują tym mniej dają użytecznej informacji. Trzeba je ciułać z różnych niszowych źródeł i kleić obrazek w całość, a przedstawia nam on.

Klasa polityczna w skali globalnej traci kontrolę nad biegiem wydarzeń. I co, zaraz będzie katastrofa? Nie zaraz i nie nagle, będzie to bezpieczna katastrofa następująca metodą salami. Otóż nie żydzi i masoni, nawet nie Chińczycy, tendencje nad którymi nikt już z przytomnych ludzi zapanować nie może. Do sedna.

HARDWARE

Technosfera rozumiana jako organiczny mega agregat infrastruktur energetycznej, przemysłowej, informatycznej, transportowej itd. osiągnęła w państwach wysokorozwiniętych tak wysoki stopień strukturalnej komplikacji, że ogarnięcie potoku parametrów niezbędnych do podejmowania optymalnych decyzji określających sposób i cele jej funkcjonowania wykracza poza możliwości i pojedynczych ludzi i nawet eksperckich zespołów.

Ten moloch im bardziej strukturalnie się komplikuje, tym delikatniejsza jest i na zakłócenia podatna jego homeostaza. Analogia z ewoluującymi żywymi organizmami wprost się narzuca.

Technosfera już osiągnęła taki poziom złożoności, że zarządzanie jej mechaniką jej segmentów wymaga coraz częściej stosowania urządzeń automatycznych sterowanych przez maszyny cyfrowe. W przekroju poprzecznym oglądana pokazuje nam kolejne spiętrzenia wymagające synchronizacji. Coraz mniej przypomina mechanizm zegara, coraz bardziej żywy organizm, tyle w niej wzajemnie przeplecionych elementów zwrotnie sprzężonych. Ewolucja naturalna wrzuciła na tym etapie w tkankowe zrosty system nerwowy. Dzięki lawinowemu rozwojowi informatyki ludzie mogą już montować technosferze jego analog. A z dwóch powodów też i muszą. Po pierwsze, jeśliby tego nie zrobili rozprzęgnięty moloch zaplątał by się we własne nogi. Po drugie, muszą, bo przy selekcyjnym sicie zostaną wykolegowani przez konkurencję. To narzuca szybkie tempo wdrażania innowacji służących podkręcaniu wydajności wyodrębnionych politycznie infrastruktur. W tym sensie postępowanie procesu razem z niepokojącymi tego konsekwencjami jest nieuchronne. Nawet jeśli zastosowanie pewnych skutecznych technicznie rozwiązań budzi wątpliwości natury etycznej, nie można go zaniechać-zrobią to inni uzyskując przewagę.

Trzy liczące się, politycznie wyodrębnione, segmenty technosfery to ciotka Euroatlantycka, Czajniki i Rosja. Ścigają się po złote kalesony, zdając się nie kumać do jakiej mety biegną. Wygląda, że po hegemonię, ale to będzie pyrrusowe zwycięstwo. Na mecie żaden zawodnik nie będzie hegemonem, zawód, hegemonem będzie wyemancypowana od ludzi technosfera.

Dlaczego? A popaczcież na nieubłaganą logikę dalszego wywodu. Optymalizacja. Niewinne słówko, zaklęcie otwierające butelkę z Dżinem. Optymalizacja procesu decyzyjnego. Bezlik danych których obróbce trzeba podołać plus szybkość całej akcji. Tu pojedynczy człek, a choćby i bardzo bystry, a nawet grupy ekspertów wysiadają w konkurencji z coraz wydajniejszymi maszynami liczącymi. Kontrolować je można tylko przy pomocy innych maszyn, porównując wyniki, ad infinitum. Rola decydentów sprowadza się do chuchnięcia na Wielką Pieczęć i przystemplowania wydruku z gotową dyrektywą. Oczywiście decydent dostaje wiele wieloaspektowo wymodelowanych wariantów, wybiera optymalny, nawet wybierać nie musi bo ten ma zaznaczony, żeby przez roztargnienie nie zrobił głupstwa. Prostymi układami, ot choćby furmanką, można sterować w tę i wewtę, moloch pędzi w kierunku który wyznacza mu inercja będąca wypadkową jego wewnętrznej dynamiki, sterować nim nie można, tylko dbać żeby się nie wykoleił. Nawet nie można go przyhamować, bo konkurencja przegoni. Tu jest właśnie pułapa. Lecimy na automatycznym pilocie.

Dlatego politycy coraz więcej czasu mogą spędzać w telewizyjnych studiach, odgrywając figury przywódców, w tym kukiełkowym teatrzyku. Zastanawiać się, analizować już nie muszą, przeglądają co najwyżej scenariusze. Kłócą się o obsadę głównych ról. Są w coraz większym stopniu, a może już tylko, interfejsem technosfery do komunikacji z populacją. Jeśli idzie o konkret, czyli kwestie gospodarcze-prawie jednomyślni, tu do manewru pola nie ma. Wariacje można posnuć spierając się o wystrój rezerwatu. Tu już możemy przejść do kolejnej kwestii.

SOFTWARE

Ciotula Euroatlantycka pierwsza wpadła na to jak instrumentalnie skuteczne jest umiejętne wykorzystanie oprogramowania. Nie idzie mi tu o upakowanie chytrymi algorytmami komputerów sterujących obrabiarkami, tylko o programowanie zachowań populacji.

Kiedyś w Brulionie trafiłem na złotą myśl która uderzyła mię trafnością – Zimną wojnę wygrali designerzy. Czerwoni nie docenili problemu atrakcyjnego opakowania swojego chłamu, tak żeby wzbudzał pragnienie. Woleli wystawić jeszcze jedną dywizję pancerną niż popchać środki do tego niezbędne w lifting i makijaż swego przaśnego oblicza. W tym czasie ciotka Euroatlantycka nie wychodziła z saloonu piękności Heli Rubinstein rasując więdnące wdzięki.

Że coś nie styka, że się sypie, zaświtało mi kiedy pierwszy raz dowiedziałem się o prefabrykowanych pop zespołach. Robi się badania rynku na okoliczność oczekiwań, następnie kasting, twarze i ciała dostają teksty muzykę i układy taneczne, potem kampania reklamowa i hops – supergrupa. Full syntetic. Nietrudno sobie wyobrazić jeszcze pełniejszy ful.

Nim jeszcze pod koniec siedemdziesiątych Dowkins wyskoczył z koncepcją memów jako replikujących się elementarnych cząstek kultury i mempleksów będących ich organicznymi zrostami, w środowisku mózgowym występującymi pod postacią np. religii czy ich zgrabnych podróbek – ideologii, już ród człowieczy miał za sobą doświadczenia ich instrumentalnego wykorzystania. Wojny memetyczne występowały wtedy pod nazwą propagandowych. Za ich początek można umownie uznać Oświecenie z jego postulatem upowszechnienia edukacji. Memy do swobodnego przepływu potrzebują medium. Kasacja analfabetyzmu otwierała kanały wymiany oprogramowania. Celem oświeceniowców było wyparcie u delikwentów judeochrześcijańskiego mempleksu i zaimplementowanie w jego miejsce racjonalistycznych kitów z wolnością równością i braterstwem jako zanętą. Kto zawładnie rozumem wyobraźnią i rozbudzonymi nadziejami przechwytuje kontro nad behawiorem.

Bolszewicy i naziści też to intuicyjnie chwytali, do dyspozycji zasię mieli już oprócz druku radio i kinematograf przez które mogli tłoczyć swoje badziewie pod wysokim ciśnieniem. Spójrzmy jakiemu zwielokrotnieniu uległa zdolność przesyłowa, a więc aplikacyjna, technicznych środków przekazu memów w społeczeństwie informatycznym-uch ty! Generatory halucynacji pracują pełną parą cisnąc obrazy, dźwięki i litery.

Jako się rzekło ciotula Euroatlantycka przoduje w starciu na polu wojen memetycznych. Kultura Zachodu w wersji pop osiągnęła niekwestionowaną globalną dominację. Kreowanie mód, stylów życia, uproszczonych i wygodnych w użyciu światopoglądów, w te klocki ciocio nie ma sobie równych. Skonfekcjonowanie ich w atrakcyjną wizualnie formę i opylenie, to jej eksportowa specjalność. Dzięki temu obezwładnia gamoni aplikując im ślepozaółkowe ideologie, a przy okazji czesze niezły szmal, dlatego tak kwiczy o respektowanie własności intelektualnej. Przy okazji ideowo sparaliżowała samą siebie.

Dawniejszymi czasy memy krążyły między członkami wspólnot z ust do ust i z ręki do ręki. Ciepłe i przetestowane w kontakcie z życiowym środowiskiem, ten kontakt jest sitem selekcjonującym pozytywnie te memy których przyswojenie zwiększa zdolności adaptacyjne nosiciela. Nazywają to tradycją. Działa to na poziomie i jednostek i ich społecznego zbioru. Wędrowały przez międzypokoleniową transmisję wewnątrz rodziny i wymianę między członkami etnicznej lub religijnej wspólnoty. Przez wspomnianą weryfikację nie przechodziły memy dewiacyjne, te które nosiciela pakowały w matnię.

Generatory treści kulturowych zarządzane przez medialne koncerny wypluwają masy ślepych , wyprowadzających nosicieli w krzaczory, memów. Można się zastanawiać czy huraganowa alienacja wewnątrz współczesnych aspołeczeństw jest skutkiem czy przyczyną tego stanu rzeczy. Faktem jest, że coraz więcej informacji o świecie zewnętrznym dostajemy w postaci zapośredniczonej, od migoczących monitorów i dudniących głośników. W postaci pasztetowej mielonej z prefabrykowanych treści parakulturalnych i modyfikowanych nibyinformacji.

Z punktu widzenia zarządców medialnej ośmiornicy problem ślepych memów nie istnieje, dobry jest taki który można sprzedać odbiorcy. Hedonka, przemoc, pornografia, ileż można marudzć na ten potop? Efekt nasycenia tym badziewiem prowadzi nosiciela nieuchronnie do społecznego autyzmu.

I tak w warunkach tzw. otwartego społeczeństwa działa z coraz piekielniejszą skutecznością totalitarna machina do prefabrykowania osobowości przez wyposażanie ich w standardowe zestawy potrzeb i reakcji. Poddanie kontroli i pacyfikacja przez standaryzację. Pole wolności zredukowane do wyboru towaru i kanału.

Interesujący jest problem kiedy maszyny obliczeniowe osiągną gotowość do syntetyzowania bez udziału ludzi memów przystosowanych do obiegu w środowisku ludzkich mózgów. Inaczej, kiedy będą zdolne do syntetyzowania kultury?

Pozwólmy sobie na wizualną impresję. Oto na białkowej pożywce rośnie syntetyczna larwa, jej konstrukcja składająca się z betonu, kompozytów, szkła, blach, przetykana ropociągami, kablami elektrycznymi i światłowodowymi, nafaszerowana procesorami zarządzającymi przebiegami surowców służącymi jej za budulec i dostarczającymi energii. Zarządzającymi jej formowaniem się w twór optymalizujący swoją własną funkcjonalność. Larwa przepoczwarza się na naszych oczach. Jest spora, jest gigantyczna, to nowa stokroć przerastająca pierwowzór Wieża Babel w dynamicznej równowadze. A dynamika tego wielopłaszczyznowo i wielopoziomowo złożonego superkonstruktu wymyka się spod kontroli budowniczych którzy położyli pod nią fundamenty. Przestaje być zestawem narzędzi ludzkiej cywilizacji, staje się tworem odrębnym z którym rodzaj ludzki żyje w symbiozie, staje się interaktywnym środowiskiem które odgradza nas od tzw. naturalnego, stajemy się florą bakteryjną w jego jelitach. To nasz Nowy Eden. Jeszcze Nowszy Świat, który odkryje dla nas Automatyczny Pilot co sam wybierze nam najlepsze kanały.

Na zakończenie kilka pytań do samodzielnych rekolekcji.

Po jakich symptomach można będzie rozpoznać kolejne fazy emancypowania się Technosfery?

Kiedy jako symbiont staniemy się dla niej zbędni, tj. kiedy wydobędzie się z poczwarki jako owad doskonały?

I pytanie po rybach – czy o to żeśmy się bili i Lechu skakał przez płot?

Kazimierz Malinowski

Tekst Emancypacja technosfery ukazał się pierwotnie w czasopiśmie kulturalnym  .

Kazimierza Malinowskiego będziecie mogli spotkać już dzisiaj – 07 marca o godz. 17.00 w Filii Nr 21 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie. Poprowadzi spotkanie z Mariuszem Kargulem, połączone z prezentacją debiutu poetyckiego tego drugiego –  „Niewczesny pogrzeb wierszoroba”. Zapraszamy!

Kazimierz Malinowski – pisze powieści, wiersze, artykuły, maluje obrazy, czasem rzeźbi. Nigdy nie pracował na etacie. Zarabia wykonując różne cudaczne prace i tzw. działalność twórczą. Działał w Lubelskiej Autonomicznej Grupie Anarchistów. Debiutował tomikiem „Przedwiosenność”. Publikuje między innymi w „Lampie”, „Nestorze”, „44/Czterdzieści i Cztery. Magazynie Apokaliptycznym” i „Konfliktach Zbrojnych”. Ostatnio jest częstym gościem w Krasnymstawie .


2 Comments

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.