Niecodzienne wydarzenie

W mijającym roku krasnostawscy fani muzyki nie mieli powodów do narzekań na brak interesujących koncertów. W grodzie spod znaku dwóch karpi od stycznia gościli między innymi: Kuba Badach, Crab Invasion, Mobaso Trio, Bremenn, Armia, Miąższ czy Poszukiwacze Zaginionego Rulonu. Oferta jak widać była dość rozległa gatunkowo, przez co zaspokojone powinny być gusta jak największej liczby melomanów znad Wieprza. Gdyby jednak tak się nie stało, znakomitą okazję do ewentualnego uzupełnienia niedosytu koncertowych wrażeń sprokurował na koniec roku organizator wyżej wymienionych wydarzeń – Krasnostawski Dom Kultury. 15 grudnia o godz. 19.30 w jego siedzibie wystąpił jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich zespołów – Voo Voo.

To niecodzienne wydarzenie, bo za takie należy uznać przyjazd grupy do jakiegokolwiek miasta położonego na wschód od Lublina przyciągnęło do budynku położonego przy ulicy Okrzei 10 blisko dwie setki ludzi. W niedzielny wieczór Nowej płyty na żywo zapragnęli posłuchać nie tylko mieszkańcy Krasnegostawu. W wygodnych fotelach sali widowiskowej rozsiedli się również przybysze z Zamościa, Puław czy Chełma. Nie byli raczej zawiedzeni, gdy okazało się, że na ponad godzinny repertuar występu złożyły się przede wszystkim przeboje z poprzednich płyt zespołu.

V17

Mimo, iż średnią wieku widowni zawyżyła spora grupa studentów Uniwersytetu Trzeciego Wieku, atmosfera podczas tego grudniowego wieczoru była analogiczna do tej znanej mi z innych koncertów Voo Voo na jakich byłem. Niemal przez cały występ rolę wodzireja pełnił niezrównany w tej roli Mateo Pospieszalski, zachęcając zgromadzonych do odwzorowywania dźwięków wydobywających się z jego ust. Refren Nim stanie się tak odśpiewany wspólnie z publicznością utwierdził mnie w przekonaniu, że ten utwór zna chyba każdy bez względu na metrykę. Podobną reakcję wywołało Nabroiło się, bo kto chociaż raz w życiu nie był w podobnej sytuacji jak podmiot liryczny z tekstu tej piosenki? Nie zabrakło Puszczy, która na żywo rozrasta się wręcz do rozmiarów dżungli amazońskiej. Rozimprowizowanych kompozycji było więcej. Czego dobrym przykładem jest wydłużone do ponad 15 minut F1. Z Nowej Płyty w pamięć zapadł mi bardzo smutny Smutas oraz Pierwszy raz. Ten ostatni szybko wpisał się zespołowego kanonu. Na koniec niejako zamiast okazyjnej kolędy wybrzmiała Sfora Zmor. Chociaż traktuje o Tarpanie, klimatem na upartego może kojarzyć się ze zbliżającymi świętami.

Wagiel przez cały występ tryskał humorem, wdając się w interakcje z publiką. Rzecz nie zawsze spotykana, świadcząca jedynie, że przebieg koncertu zadawalał również artystów. W dobrych nastrojach podpisywali płyty, począwszy od winyli Małego Wu Wu z końca lat 80-tych na albumie Matka, Syn, Ojciec tria Waglewski Fisz Emade kończąc. Dla tych, którzy nie mogli przybyć 15 grudnia do KDK, zostawili niespodziankę. Plakaty zapowiadające koncert z podpisami muzyków można będzie wylicytować podczas krasnostawskiego finału WOŚP.

Więcej zdjęć z koncertu na Facebooku i Google+.
Więcej filmów na YouTubie.

Dominik Kleszko

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.