OFF Festival 2013: Polska Muzyka. Dzień 1

Nie rozumiem do końca narzekań dotyczących tego, że koncerty polskich wykonawców na Off-ie odbywały się o wczesnych porach. Mi takie rozwiązanie odpowiadało. Jako, że znaczna część uczestników w tym czasie zmierzała dopiero na teren festiwalu, bez większych komplikacji można było zająć pod sceną dogodne dla siebie miejsce i w pełni oddać się występom.

Zestawiając frekwencję na otwierającym festiwal koncercie Fuki Laty i ilość relacji z niego jakie szybko zalały internet, należy domniemywać, iż spory odsetek osób w Trójkowym namiocie stanowili korespondenci serwisów muzycznych i blogerzy. Syntezatorowe disco, które podczas Primavery wprowadziło hiszpańską publiczność w trans, w Katowicach miało mniejszą siłę przebicia. Dźwięki generowane przez Fukę, które teoretycznie powinny zmusić zgromadzonych co najmniej do gibania odbijały się od ścian nagrzanego obiektu nie wywołując większych reakcji. Za sprawą pogłosu trudno było zrozumieć co do powiedzenia między utworami ma Lee DVD. Jednak z jej gestów wynikało, że duet był zadowolony z występu. Ja również. Nie pojmuję jedynie ustrojenia sceny kwiatami przypominającymi wiązanki pogrzebowe, wszak było do tańca nie różańca.

Fuka Lata_03

Kontemplacji mogli oddać się uczestnicy koncertu Starej Rzeki. Wyposażony w gitarę i stół z pokrętłami Kuba Ziołek zaprezentował mniej więcej połowę wyróżnionej przez brytyjski serwis The Quietus płyty Cień Chmury Nad Ukrytym Polem. Pierwszą część występu wypełniły blackmetalowe drony, postindustrialne kolaże i hipnotyczne transowe rytmy oparte o elektroniczne sample. Drugą stanowił na wpół akustyczny, w dużej mierze bazujący na głosie Kuby utwór My Only Child. Artystę tylko na chwilę ze skupienia wytrąciła próba przyłączenia się do śpiewu stojącego tuż przy scenie sympatyka. Dalej było już bez incydentów. Pół godziny to jednak zdecydowanie za krótko, aby opowiedzieć za pomocą eksperymentów dźwiękowych o wszystkim co wspólne człowiekowi i przyrodzie. A taki był ponoć główny cel powstania projektu. Jeżeli ta sztuka udała się częściowo na płycie, to już podczas koncertu tylko w minimalnym stopniu.

Stara Rzeka_01

Miałem kilka podejść do Persentyny tria Drekoty. Nigdy nie udało mi się jej przesłuchać od początku do końca. Na następny odsłuch zdecydowałem się podczas Off-a. Na żywo nagrania z płyty, która wszystkich zachwyca, a nikomu nie udaje się jej opisać, nie różnią się zasadniczo od wersji studyjnych. Ola Rzepka, Magda Turłaj i Natalia Pikuła na rozgrzanej słońcem Scenie mBanku swobodnie poruszały się pomiędzy wysublimowanym punkiem, rozstrojonym jazzem, breakbeatem czy muzyką folkową. Urodziwe panie potrzebowały do tego jedynie perkusji, keyboardów i kilku przeszkadzajek. W pamięci utkwiła mi kompozycja Masłem. Pewnie dlatego, że miałem ją na spotifajowej, festiwalowej playliście. Wiadomo nie od dziś, że najbardziej lubimy piosenki, które już znamy. Do poznania i pełnego zrozumienia pokręconej muzyki Drekotów potrzeba czegoś więcej niż jednego koncertu i wybiórczego podejścia do ich dyskografii.

Drekoty_02

Przedostatnim rodzimym zespołem jaki tego dnia udało mi się usłyszeć był Hokei. Piszę usłyszeć, bo znaczący fragment ich występu zaliczyłem w strefie gastronomicznej w kolejce po piwo, a następnie na jego konsumpcji. Choć warszawsko-bydgoskiej grupie lideruje na co dzień Piotr Bukowski, piątek na Off-e należał do Kuby Ziołka, który w Hokei udziela się jako basista i wokalista. Ustawiony z przodu sceny skupiał uwagę nie tylko grą, ale ekspresyjną mimiką twarzy, dobrze widoczną na dużym telebimie Sceny Leśnej. Niewidoczni, ale na szczęście dobrze słyszalni byli dwaj perkusiści, na których robocie w dużym stopniu opiera się gitarowo-syntezatarowo-perkusyjna muzyka zespołu. Po wszystkim miałem ochotę kupić ich album Don’t go, który tego dnia miał premierę. Zważając na festiwalowy budżet uznałem w końcu, że zrobię to w domu. Cena wydawnictwa sprawiła jednak, że jeszcze przez jakiś czas pozostanę przy streamingu z Bandcampa.

Hokei_03

Nagrań spółki Zbigniew Wodecki i Mitch&Mitch nie znajdziecie za to ani w internecie, ani na żadnej płycie. Ubolewał nad tym między innymi tuż po Off-ie w swojej radiowej audycji GH + Grzegorz Hoffman, nie mogąc (tak jak większość relacjonujących festiwal) nachwalić się efektów współpracy w/w muzyków. Dla mnie ten koncert był od czapy. Pasował do Off-a jak pięść do nosa. Wystałem / wysiedziałem na nim tylko dlatego, że nie przepadam za Nite Jewel, a Grolscha miałem już po dziurki w nosie. Rozpoznałem Dziewczynę z konwaliami. Było jeszcze kończące Minha teimosia é uma arma pra te conquistar zwieńczone chóralnym la la la i tyle. Pozostałe utwory zlały mi się w jeden. Do klimatu rodem z KFPP w Opolu zabrakło niewiele. Wystarczyło, aby zamiast Mitchów zagrała Orkiestra Adama Sztaby. Nie było Pszczółki i Chałup. I co z tego, że nie z tej płyty. Znalazłbym sporą grupę osób, która liczyła na bis w postaci jednego z tych dwóch utworów. Może następnym razem, który po tak dobrej prasie wydaje się nieunikniony.

Wodecki_01

Dominik Kleszko

2 Comments

Dodaj komentarz