Oj dałabym ci dała, gdybym tylko miała…

W naturze człowieka już chyba od samego początku zakodowany jest imperatyw dociekliwości. Zainteresowanie naszą planetą i jej mieszkańcami musiało nam towarzyszyć od zarania dziejów. Wierzymy w to, że z drzew i jaskiń wypędziła nas chęć poznania, a nie tylko konieczność polepszenia warunków życia. Na dobrą sprawę zaczął już Herodot. Coś nie dawało mu spokojnie usiedzieć na miejscu, tylko rzucało po znanym mu ówcześnie świecie, zmuszając do zadawania pytań, co jest jeszcze dalej, hen za horyzontami percepcji.

Korzystając z okazji, chciałbym podzielić się tutaj dosyć krótką i anemiczną refleksją, że moje rodzinne miasto Krasnystaw, stawiając przede wszystkim na sport w zakresie promocji, delikatnie mówiąc, unika niewygodnego „upaprania” się w kulturę. Decydenci sami dobrze wiedzą, jaki jest jej stan. Zdają sobie znakomicie sprawę, że przypomina – bidulka – niechcianą kuzynkę, którą co prawda sadza się przy rodzinnym stole, ale tylko przy okazji Wielkanocy i Bożego Narodzenia (czyt. Dni Krasnegostawu i Chmielaków). Wiedzą, ale rzecz jasna nie dają po sobie tego poznać.

Sport „promocyjnie” jest o tyle dogodniejszy, że widać po nim pozorne efekty konkretnego działania. Jest jakaś impreza, najlepiej dla dzieci i młodzieży, to oprócz uczestników przyjdą także ich opiekunowie i rodziny. Będzie wesoło i kolorowo, a przy okazji kolejnych wyborów samorządowych zajaśnieje konstatacja, że trzeba oddać chociaż głos na naszych dobrodziejów. Doceniam trud i poświęcenie organizatorów przedsięwzięć sportowych w Krasnymstawie, ale wszyscy dobrze wiemy, że kultura fizyczna jest częścią ogólnej kultury, czyli tego, co lepiej lub gorzej, jesteśmy w stanie sklecić ku pociesze gatunku.

Promocja za pośrednictwem „cultura animi” niesie bowiem ze sobą pewną dozę zagrożenia. Nie da się utożsamiać z kulturą tylko i wyłącznie dni miasta i święta chmielu. Podrygiwanie na rynku w rytm tych samych melodii od lat, taplanie się w piwnych wyziewach i kiełbasianych dymach, a na końcu dotarcie do śp. amfiteatru, nie mogą zastąpić prawa do choćby odrobiny refleksji nad naszymi aspiracjami i potrzebami. Coraz częściej spotykam się ze zdaniem, że to wszystko już było, normalnie się przejadło. Została tylko czkawka, chciałoby się rzecz – obijająca się po naszych podziemiach – ale i to jest niewykonalne, skoro podziemi „realnie” nie ma.

Paradoksalnie nie trzeba wiele. Wydarzenia ściągające „tłumy” kojarzą się z ogromnymi nakładami finansowymi. Nie sztuką jest zaprosić wykonawcę za kilkadziesiąt tysięcy złotych i spać w przekonaniu dobrze spełnionego obowiązku. Większym wyzwaniem jest próba poznania oczekiwań mieszkańców i udowodnienia im, że nie ma się ich za apatyczną zgraję kulturalnych półanalfabetów, tylko ludzi, którzy od czasu do czasu, z niekłamaną chęcią wezmą udział w czymś bardziej ambitnym, zmuszającym do myślenia. Występy „pseudoludowe” i zapychanie dziur w repertuarze dziećmi już dawno straciło sens i uznanie. Nie ma innej oferty, więc z braku laku ludzie chodzą jeszcze i na to, ale już rzadziej. Częściej wolą pojechać w inne miejsca województwa, czy nawet powiatu.

Nie będę po raz kolejny ględził i drążył tematu Stanisława Bojarczuka. Jeżeli ktoś do tej pory nie dostrzegł „markowego” potencjału drzemiącego w naszym „chłopskim Petrarce”, już tego raczej nie uczyni. Fakt, i pech zarazem, bo z tego co mi wiadomo „autor tysiąca sonetów”, nie udzielał się znacząco na polu sportowym. Udzielał się za to na polu na Rońsku i łące nad Kawenką. Może to kogoś kłuje w oczy? Może chłop spozierający na nas ze swych dwóch najbardziej znanych fotografii, wykonanych w latach 20. i 30. XX wieku, jest za mało godzien? Sama ulica jego imienia i wydane z wielkim poślizgiem „Linie liryki” nie wystarczą.

A może komuś przeszkadzają buty, wyeksponowane z pewną atencją na jednym  ze zdjęć? Widzę i postać i buty, ale w żaden sposób nie jestem w stanie dostrzec czegoś innego, co być może razi niektórych obserwatorów, a mianowicie słomy z nich wystającej…

Mariusz Kargul

One Comment

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.