Pamiętam Świętego Mikołaja

Było to w roku 1953 lub 1954. Miałem wówczas nie więcej niż cztery, pięć lat, i bielusieńkie jak śnieg długie włosy, które po sześćdziesięciu latach od tamtych chwil ponownie robią się bielusieńkie. Za oknami w smugach światła widać było padający śnieg. I wtedy oprószony śniegiem i opatulony ciepłym kożuchem, i w jakiejś dziwnej na głowie czapce, wszedł do naszego domu Święty Mikołaj, który przyniósł mnie i mojemu starszemu bratu (Panie świeć nad Jego duszą) dwie kolorowe paczki. Zapamiętałem, że Mikołaj miał dłonie jak moja Mama. A później były jeszcze inne Mikołaje… i był nawet Dziadek Mróz. A teraz są wszędobylskie, podszywające się pod Świętego Mikołaja różnego rodzaju kolorowe Krasnale. Jednakże, że coraz częściej, i z wielkim sentymentem, powracam we wspomnieniach do Mikołaja, który miał takie same dłonie jak moja Mama.

W tej chwili za oknem coraz większe porywy wiatru, który niechybnie przyniesie ze sobą zimę. A moja koleżanka po piórze, poetka Roma Jegor, 3 grudnia, napisała wiersz Posłańcy i reszta.


Posłańcy zawsze giną pierwsi

jak liście przynoszące wiadomość o zimie

o odchodzeniu ptaków

kapitulacji nieba co się kładzie

szarą sierścią do ziemi

i ma brzuch otwarty.

Posłańcy giną pierwsi

jak czerwony kapturek i reszta bajek w nas

kiedy świat ostrzy bruki i plecie powrozy.

Odważni giną pierwsi

więc kiedy wyciągam rękę w las twoich włosów

nie mam pewności czy nie zapodzieje się w tym grudniu

jak tamte szeptane nocą rzeczy najczulsze

które zginą w zaspie snu

bezpowrotnie.

Jan Henryk Cichosz

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.