[Recenzja] Lolo Ferari – O Asfalt Trą

Mieszkasz w Lublinie. Myślisz funk. Mówisz Lolo Ferari, no może Sex Machine Band. Trudno o inne skojarzenia, nawet w skali kraju. Scena funkowa w Polsce nie istnieje, a jeżeli jest inaczej, to ci, którzy ją tworzą mocną się starają, aby wiedzieli o niej tylko wybrani. Tym bardziej lublinianie powinni docenić, że mają w kozim grodzie dwa składy, których twórczość coraz częściej doceniana jest poza jego bramami. W ubiegłym roku pochwały zebrał wypełniony nie lada sztuczkami „Funkmistrz z Lublina”. O niektórych trikach „Sexmaszyny” możecie poczytać także na BSNK, między innymi TU i TU. Poniżej natomiast zajmę się jeszcze gorącą płytą „O asfalt trą” Lolo Ferari.

lolo-ferari_cover

Zespół powstał w 1998 roku. Swoją działalność zawiesił dość szybko, bo kilkunastu miesiącach. Jakkolwiek w tak krótkim czasie zasłużył na miano prekursora i innowatora. Jako pierwszy w Lublinie połączył funk z rapem. Ci, którym tak jak mi nie dane było zobaczyć wówczas Lolo na żywo, na zweryfikowanie tych opinii musieli poczekać ponad dekadę. W 2010 roku zespół wrócił do grania, a dwa lata później wydał debiutancki album „Cosmic Funk”. Z 14 kompozycji największą popularność zdobyła „Kukuła Disco”- przeróbka hitu Wałów Jagiellońskich, do której powstał „jajcarski” teledysk. Na płycie znalazły się „poważniejsze” „Disco Trans” czy „Cosmic Ship”, ale to od tej sowizdrzalskiej i humorystycznej strony zespół zapisał się w mojej (i nie tylko) pamięci. Pozycję dyżurnych dowcipasów ugruntował dziesiątkami koncertów, gdzie prezentował się w fikuśnym anturażu. Obsługiwał zarówno miejskie eventy jak i klubowe gigi. Za swoją bazę obrał Pub u Szewca na Starym Mieście w Lublinie, którego właścicielami są gitarzysta i perkusista zespołu. Często brał udział w imprezach charytatywnych, ale też nie wstydził się typowych chałtur. Na YouTubie mozna obejrzeć koncert z wyborów Miss Polski Lubelszczyzny, gdzie grupa dzieliła scenę z Krzysztofem Ibiszem. Odnotować warto również, że nie tak dawno w nieodżałowanym Voodoo Lounge Cafe Lolo zarejestrowało materiał, który miał trafić na płytę live. Przyznam, że nie wiem jak sprawa ostatecznie się zakończyła. Po drodze była jeszcze wirtualna epka… No i mamy 2016 rok.

lolo-ferari_chwyc

fot. Łukasz Chwyć

Tegoż to roku, 22 września do sieci trafił pierwszy singiel z drugiej płyty – „Boóm – Boóm”. Przed premierą albumu upubliczniono jeszcze „MC” i „Ło ło”. Do dwóch pierwszych utworów zmajstrowano teledyski. Przy okazji odświeżono także lekko stronę www, a na promocyjnych sztandarach wypisano hasło „Gramy energetyczny hip-hop na żywych instrumentach, urozmaicony samplami i dajemy niepowtarzalne show na koncertach”. Po tych wszystkich zabiegach, 11 października „O asfalt trą” trafiła w końcu do słuchaczy. Póki co tylko w formie streamingu i plików M4A (patrz: iTunes).

Drugi album lublinian to kontynuacja drogi obranej na „Cosmic Funk”. Tylko, że tym razem połatano w niej dołki, aby Ferari mogło jechać jeszcze szybciej. Po pierwsze album jest krótszy od swojego poprzednika. Liczy tylko 10 indeksów, co jest wystarczająca ilością dla sztuki, która uprawiają Paweł „Disco Boy” Klauda (gitara), Mariusz „Captain Funk” Machlarz (perkusja), Maciek „Msz” Szymanek (wokal), Robert „Mc Perez” Berezecki (wokal) i Wojtek „Electric Prince” Czarkowski-Guziuk (gitara basowa). Teksty są bardziej na serio („Galapeny”), choć bez „puszczania oka” i tym razem się nie obywa. Brzmienie jest gęściejsze i bogatsze w sample i bity („Technolog”). Pokuszono się również o mocniejsze gitary („D&B”). Mniemam, że to zasługa współproducenta albumu Atka Radeja, który w swoich projektach AR+ i Bremenn łączy rocka z elektroniką. Trochę szkoda, że nie udało mu się wykroić z tego materiału ewidentnego przeboju. Chociaż singlowemu „MC” niczego nie brakuje, a i „Pogoda” jest bardzo przyjazna radiu, list przebojów grupie raczej nie uda się podbić. Przypadek „Boóm – Boóm” okopującego od kilku tygodni poczekalnię „Lublisty” Radia Lublin zdaje się potwierdzać moje przypuszczenia. Mimo tanecznego sznytu „O asfalt trą”, znajdziemy na nim tylko dwa typowe dyskotekowe bangery („Technolog”, „Nie ma bata”). Panie Atku, aż się prosi kolegom na Mikołaja jakiś remix sprawić!

Niemniej jednak ta wybuchowa i energetyzująca mieszanka raczej nie pozwoli Wam długo usiedzieć w miejscu, o wprowadzeniu w pozytywny nastrój już nie wspominając. Całość to zbiór naprawdę świetnych, równych utworów, może nie wnoszących nic nowego do funku czy hip hopu, ale do franki-rapu jak określają swoją twórczość muzycy na pewno. Zatem, w konkluzji na miejscu będzie wykorzystanie hasła spreparowanego na potrzeby promocji singla „MC”: „Udostępniajcie! Wspierajcie! Lubcie! Niech lubelska muzyka pokaże Polsce, że Lublin ma „M-o-C”. Niech fun będzie z Wami i Nami”.


DK

Dodaj komentarz