Zdążyć przed wiatrakami


Na kanwie ostatnich dyskusji wokół sprawy wybudowania elektrowni wiatrakowych w okolicach Gorzkowa i Rudnika, opadła mię konkluzja, niczym pchły posokowca, że zapierdolić krajobraz byle badziewiem jest stosunkowo łatwo. Od zakończenia drugiej rzezi światowej doświadczamy tego niemal praktycznie na każdym kroku. Władza ludowa jakoś specjalnie nie przepadała za harmonią i pięknem natury. Zbobrowano i przeorano, co tylko się dało. Wiem, że zaraz mi tu ktoś może wyskoczyć z argumentem, że jednak „Ceramika”, i że jednak „Cora”, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Czasami zazdroszczę tym, którzy istnieli przed 39. Jeżeli nie warunków życia, to tego, co się rozpościerało przed ich oczyma. 

Nie wybiegam nazbyt daleko. Idę na wirtualny spacer wzdłuż naszych lokalnych rzek. I na co się natykam? Na kacze kupy, gęsie pióra, indycze łajno, ale przede wszystkim na młyny wodne i wiatraki, które mają przynajmniej coś wspólnego z wojowniczymi zapędami Don Kichota. Ruszałem już ten temat przy okazji „Wzgórza Babel”, czyli miejsca pamiętnej bitwy kawalerii polskiej z Konarmią Budionnego, w ostatnim dniu sierpnia 1920 roku. Gmina Komarów-Osada podobno również nosi się z zamiarem puszczenia wzdłuż pasma 255 rzędu pięknych skrzydeł. Skrzydła miały owszem być, tyle że nieco inne, nie wiatrakowe, u pomnika chwały naszej jazdy. Współcześni ułani i rekonstruktorzy zapowiedzieli, że nie będą „ułanami Don Kichota”. Zacny mąż z La Manchy z pewnością by się ich nie powstydził. Nie o tym jednak chciałem.

Czytaj więcej