Pogrzeb żuru

Znów przyszła wiosna. Wszystko wydawałoby się jest takie jak dawniej. Brakuje mi jednak bliskich ludzi, nie wyszli po zimie, nie zakwitli. Zostali w zaspach, których w tym roku niebyło. Rozkwieciły się krzewy, a ja przestałem pisać, zmuszam się do tego, żeby chociaż móc dać wyjście swoim myślom, które ugrzęzły w zatkanych nozdrzach. Nie jest to jednak powód alergii na pyłki, nigdy jej nie miałem. Przestałem nagle czuć zapach tego o czym można napisać, o tym co ma sens. Miasto nic się nie ruszyło, nawet o krok mrówki. Siedzę i patrzę na nie, spakowany do wyjazdu. Tutaj nawet o Kobietę Kota trudno. Joker wygrywa. Szaleństwo płaci kulturze. Asy w rękawie się kończą. Może ten pesymizm i brak koncentracji to czas rekolekcji, na które uczęszczam jedynie z okna samochodu. To nie wróży dobrze, może chociaż będzie mi dany odpust niezupełny? Szukam jakiegoś potężnego zapachu, żeby znów znaleźć jakiś sens. Jak to jest, że po każdej stracie po której myślałem, że się nie podniosę, leżąc na deskach, liczony przez sędziego, wstawałem i się rozszerzałem na ciosy, a może się jednak kurczę? Może to jest jak z Kosmosem? Jak z tym Kosmosem z wiersza Mariusza Kargula, z tym samym w którym krążą nasze pierwiastki, gdy go czytamy. Może w tym wszystkim jest jednak sens, krzyż i upadek, wiosna i kwiecień, kolory, zapachy, a może jednak Pacyfik? Meksyk. Ludzie podobno w tym miejscu nazywają go oceanem zapomnienia. Może ukojenie jest w zapomnieniu, a może ono jest tutaj w czasie, który mija. Czas to nasz łaskawca, ale też największy wróg. Ta świadomość pozwala stwierdzić, że czas nas otwiera, czas nas też zamknie – truizm – ale w zasadzie otwarcie i zamknięcie i może znów otwarcie nigdy nie ma takiego sensu jak teraz. Niedziela Palmowa minęła, tydzień przedświąteczny i myśli.

1BSNK

Czytaj więcej