Między Zamościem a Tyszowcami

Jako zachętę do sięgnięcia po najnowszym numer „Tygodnika Powszechnego” poniżej publikujemy oryginalny wstęp do artykułu Mariusza Kargula „Pole pod bitwę”. 

„Pod koniec sierpnia, gdzieś między Zamościem a Tyszowcami, powietrze z wolna butelkowieje. Zaczyna przypominać wzięte pod światło szkło znalezionej w opuszczonym sadzie starej flaszki. W całej okolicy jest już po żniwach, lecz nie uświadczysz pokosów czy snopków. Wprawni kombajniści pozostawiają rżyska skrojone na miarę angielskich trawników. Jeździ się po nich o wiele lepiej niż po niejednej drodze. Tylko dębina, na granicy gmin Komarów-Osada i Sitno, zdaje się szumieć od pokoleń niezmiennie, ale raczej na palcach obu rąk można policzyć w niej drzewa, które pamiętają Budionnego i Babla. Maszerując na południe, od strony Cześników, wychodzi się po pewnym czasie, w przesmyku pomiędzy dwoma lasami, na grzbiet wzgórza 255. Jak okiem sięgnąć, rozciąga się stąd panorama, która 93 lata temu stanowiła teatr zażartych walk różnych formacji militarnych, których gros stanowiły siły kawalerii. Niejako automatycznie przyciąga uwagę i ogniskuje na sobie spojrzenie wieża kościoła parafialnego w Komarowie. W ciągu ostatniego wieku była niemym świadkiem zarówno wielkich burz dziejowych, które przetoczyły się tutaj na styku Padołu Zamojskiego, Grzędy Sokalskiej i Kotliny Hrubieszowskiej, jak również zwykłego, codziennego życia toczącego się u jej podnóża”.

Komarów

Fot. Samorządowy Ośrodek Kultury w Komarowie – Osadzie

Więcej w „Tygodniku Powszechnym” Nr 36 (3348) z 8 września 2013 r. Przeczytaj w sieci po miesiącu – albo kup już dzisiaj wydanie cyfrowe!

 

Wzgórze Babel

To miejsce najeżdżam i nachodzę od dobrych kilku lat. Odkąd tylko dowiedziałem się, że jest niemal pod ręką, nie daje mi spokoju. W drugiej połowie sierpnia wszystko nabiera dodatkowej intensywności.

Wzgórze 255 leży w pasie łagodnych wzniesień pomiędzy Wolicą Śniatycką a Cześnikami, niedaleko Komarowa. 31 sierpnia 1920 r. doszło tutaj do słynnej bitwy kawaleryjskiej. Mówią, że pierwszej takiej od Lipska (1813) i ostatniej w XX wieku. Współcześnie, na historycznym polu walki, organizowane są obchody rocznicowe, różne inscenizacje. Wiąże się z tym wielki rozmach i wysiłek organizacyjny, ale nie to zawładnęło moją nadzieją.

Nawet najwierniej odtworzone detale militarne, szczegóły taktyczne, zapał uczestników, nie są w stanie przybliżyć mnie do celu podejmowanej każdorazowo pielgrzymki.

Bo to chyba pielgrzymką, rozłożoną na sekwencje, trzeba nazwać. W końcu chodzi o to, by nawiedzając sanktuarium, coś z istoty peregrynacji wynieść. Pokutuję za pewną fantasmagorią, usiłując beznadziejnie uchwycić sens czasu i miejsca, w którym przebywał Izaak Babel. Iluzoryczność całego przedsięwzięcia nie nastraja obiecująco. Nie mam żadnego specjalnego wykrywacza, za pomocą którego mógłbym namierzyć jakiś materialny „dowód”. Więcej w tym dziecinnej naiwności niż aparatu naukowego. Zostaje tylko wyobraźnia, psie nawyki, czyhanie na moment dekoncentracji w czasoprzestrzeni. Na chwilę, w której się zagapi, unosząc woal dawno minionego.

Czytaj więcej