W rydwanie łaskawej pani

Takich poetów jak Krzysztof Konopa teraz już nie ma. Dzisiaj nikt tak po prostu nie pisze. Albo nikt tak nie potrafi albo nikomu się nie chce. Dla autora Drugiego brzegu nocy, z jednej strony to dobrze, z drugiej jednak źle. Dobrze, bo za nim długo, długo nic, a źle, bo i epigonów z czasem wypadałoby się dochować. Trudno właściwie powiedzieć jak powinien wyglądać „prawdziwy” poeta czy poetka. Romantyczny wzorzec wizażu i sposobu zachowania przepadł w wirach rewolucji, awangard i obrazoburczych manifestów. Obcując dłuższą chwilę z Konopą nabiera się bowiem podejrzeń, że jeśli nie jest on poetą, to przynajmniej mnichem na przepustce, eremitą w cywilu.

Wielki to przywilej i rzadko dostępny rarytas, móc w takim spektrum, w jakim czyni to zamojski poeta i satyryk, spoglądać na otaczającą rzeczywistość. Czy to łowiąc absurdy codziennego życia na ulicach swego rodzinnego miasta, czy też odważnie wychodząc naprzeciw mgłom sunącym znad Wieprza w Guciowie, pozostaje ciągle tym samym niezwykle wyczulonym i bystrym obserwatorem. Wszystko dokoła pędzi, ludzie wpadają jedni na drugich, samochody ocierają się o siebie w bezustannej galopadzie, a Krzysztof Konopa stoicko przemierza stare i ulubione ścieżki. Z nieodłączną saszetką pod pachą i papierosem przy ustach opiera się modom i cywilizacyjnym naporom. Żyje mniej lub bardziej szczęśliwie, bez komórki, internetu, fejsbuka, kart kredytowych.

Czytaj więcej