Małomiasteczkomachia

Małe miasteczka mają to do siebie, że przytłaczają. Czuje się na sobie ich cały gabaryt, jakbyśmy zostali przykryci przez najcięższego zawodnika sumo. Wszyscy wszystkich znają, każdy wie kim zostanie, nielicznym udaje się spełnić marzenia. W zasadzie w tych miastach nie ma wolności, jest z góry ustalony ład, wszystko ma swoją hierarchię. Jeżeli chcesz wyjść z tego nawiasu, przygotuj się na ostracyzm. W tych miastach, a w zasadzie miasteczkach nie zmienia się nic od lat, w sumie nie wiemy tam jaki mamy rok, jaką godzinę, są tylko długie korytarze i karakany. Wszystkie te miasteczka mają wspólną cechę, zawsze rządzi w nich jakiś Fidel, nie ważne czy mentalny czy realny, czasami tylko nie ma brody, a czasami dla zmylenia goli ją codziennie, a ona odrasta. On ją znów depiluje swoimi ludźmi, którzy każdy z włosów rozstrzeliwują – oddzielnie – ostrzegawczym strzałem w potylicę.

Małomiasteczkomachia Czytaj więcej