Stalówkowe afirmacje

Andrzej Stasiuk: „Nie trzeba Bojarczuka bronić. Jeżeli o mnie chodzi zdecydował czysty przypadek. Nie jestem znawcą Bojarczuka, kompletnie. Po prostu któregoś dnia w Krasnymstawie zaczęliśmy o nim rozmawiać (z Mariuszem Kargulem – przyp. red.) i obejrzeliśmy miejsca, gdzie żył, którędy się przechadzał, i odczułem, że to może nie jest jakoś ważna literacko postać. To jest bardzo ważna postać w sensie takiej opowieści o kulturze polskiej. Jako taki fenomen polskości, chłopskości i takiej narracji o tym, czym jest nasza ojczyzna. Ze swoimi tęsknotami, ze swoimi nieudolnościami. Kim jest Bojarczuk? Typowym Polakiem, który wyrasta z kultury bardzo niekulturalnej, chłopskiej, bardzo marginalnej, kultury niepiśmiennej, powiedzmy. Jednocześnie tym swoim szalonym huzarskim temperamentem próbuje się wedrzeć na absolutne wyżyny liryki – podbija sonet. Chyba najtrudniejszą, tak naprawdę, formę literacką, na świecie, w literaturze Zachodu.

On dokonuje cudów, żeby się zmieścić w tej metryce. I żeby nie wypaść jednak z roli tego chłopa, któremu słoma z butów wychodzi. A jednocześnie się tego nie wstydzi, bo nie udaje, że jest kimś innym. I dla mnie to jest fascynujące w tej postaci. To usiłowanie, to przekroczenie własnego losu. Przekroczenie losu chłopskości, przekroczenie losu polskości. I diabli wiedzą jaki jest ten efekt literacki. On jest fascynujący w sensie takiej zabawy formą”.

(Fragment rozmowy pomiędzy Magdaleną Bąk, Mariuszem Kargulem i Andrzejem Stasiukiem, przeprowadzonej 27 stycznia 2013 r. w Miejskim Domu Kultury w Stalowej Woli – ekskluzywne i obszerne fragmenty niebawem!)

fot. Marta Zorska

Graba!

Kręci się i nakręca!

Gdzieś w połowie listopada dostałem wiadomość od Andrzeja Stasiuka, czy nie zechciałbym pogadać w Stalowej Woli o Bojarczuku. Ja oczywiście na to, jak na lato, bo i Bojarczuk i Stasiuk… Jak zwykle ten drugi nie rozwlekał się zbytnio i tylko dodał, że dał mój numer telefonu organizatorom. Strasznie mnie to zaciekawiło, jak, dlaczego, co gdzie i jak, ale wiedziałem, że uzbrojony w cierpliwość, i telefon pod ręką, muszę czekać jak dziewica na noc poślubną.

Po kilkunastu dniach zadzwoniła Magdalena Bąk, współpracująca z Miejskim Domem Kultury w Stalowej Woli, wyjaśniając, że swego czasu przeczytała moją rozmowę o Bojarczuku ze Stasiukiem w „Tygodniku Powszechnym” z początku 2012 roku (Szaleniec boży w okopach Petrarki), i bardzo jej nasz poeta przypadł do gustu. Podobnie jak paru innym osobom w mieście powołanym na chwałę Centralnego Okręgu Przemysłowego. Potem Stasiuk miał u nich spotkanie autorskie, gdzie nie omieszkano mu o tej fascynacji rzec słów kilka. A Stasiuk, jak Stasiuk, krótko stwierdził, że jak chcą, to możemy o „chłopskim Petrarce” i u nich pogadać. Od słowa do słowa, od jogusia do jogusia…

Czytaj więcej