Kultura ma bit!

Na soundcloudzie (tutaj odsłuch) dostępny jest już z pierwszy utwór Dziadowskiego Projektu „Południca”. To efekt współpracy krakowskiego muzyka ukrywającego sie pod pseudonimem Snowid oraz lubelskich artystek tworzących zespół Kipikasza. Dziadowski Projekt łączy ze sobą elektroniczne brzmienia określane przez muzyków jako „dziadstepy” oraz kobiece śpiewy i energię. „Południca” to mariaż disco/pagan/elektro z polską muzyką tradycyjną i eksperymentalną. Muzycy aktualnie pracują nad kolejnymi nagraniami i teledyskiem, który ukaże się w listopadzie.

Na żywo Dziadowski Projekt lubelskiej publiczności zaprezentuje się już w najbliższy piątek w ramach przedsięwzięcia „Kultura ma bit!”. Organizatorzy – „Kolektyw CGG” stawiają sobie za cel promocję lokalnej historii i sztuki poprzez muzykę elektroniczną. Koncert odbędzie się na terenie remontowanej kamienicy przy ulicy Sądowej, w miejscu gdzie powstaje Hotel Wieniawski. Obok Dziadowskiego Projektu zagra Transsilvia. Początek 20:15. Wstęp wolny!

Dziadowski Projekt
Czytaj więcej

Bez zapowiedzi

Kilka lat temu stacja radiowa Roxy Fm organizowała cykl zamkniętych wydarzeń muzycznych pod szyldem Najmniejszy koncert świata. Przedsięwzięcie charakteryzowało się ograniczeniem liczby uczestników. Artyści występowali dla 10-20 osób. Od jakiegoś czasu w krasnostawskim TeŻeWe Pub & Music Club odbywają się podobne imprezy. Z tą różnicą, że ich format nie jest zamierzony. Na koncerty mogą przyjść wszyscy bez wyjątku. Są w miarę dobrze rozreklamowane. Bilety na każdą kieszeń, często wstęp na nie jest darmowy. Muzycznie to  szeroko pojęty rock reprezentowany przez młode kapele z regionu. Byłem kilka razy. Traf tak chciał, że zawsze uczestniczyli w nich tylko pracownicy lokalu, członkowie zespołów i ich znajomi,  panowie grających w bilard i pojedyncze jednostki świadomie przybyłe, aby posłuchać muzyki. Maksymalnie 30 osób.

Nie inaczej było w ostatnią sobotę podczas wydarzenia o nazwie Projekt X Rockedycja. Planowany na 19.00 start imprezy opóźnił się o prawie godzinę. Nie było dla kogo grać. Na początku byliśmy we dwóch. Transsilvia zaskoczyła nas w trakcie konsumpcji Perły Export podawanej jako dodatek do biletu. Nie wyłapałem granicy pomiędzy próbą, a właściwym setem. Obyło się bez zapowiedzi. Wiolonczela, dwa razy klawisz, wokal. Nieco monotonnie, ale jak mnie uświadomił mój kompan tak powinien brzmieć tego typu skład. Panie Aleksandra Bałdyga, Teresa Michniewicz, Emilia Walasik inspirują się Arvo Pärtem, Diamandą Galas czy Soap&Skin. Wykonują utwory Ludovico Einaudiego. Prawdopodobnie zagrały je i w Teżewe. Nie poruszam się w tych klimatach, więc nie mogę potwierdzić tej informacji na 100 %. Z większą pewnością mogę napisać, że jeżeli do porównania weźmiemy bardziej mainstreamowych artystów, to Transsilvi najbliżej do Dead Can Dance.

Czytaj więcej