Krew z nosa i skręcona noga

Jak zwykle moja relacja z Ultra Chaos Piknik jest wybiórcza i subiektywna. Unikam oceniania negatywnego, nie piszę o tym co mi się nie podobało lub po prostu mnie nie zainteresowało. Z całej masy zespołów, które zagrały w Żelebsku w dniach 26-27 lipca 2015 roku w tym wpisie pojawia się dosłownie kilka.

Pomimo ponad dwugodzinnej obsuwy w rozpoczęciu imprezy, wszyscy cierpliwie czekali. Zaczęła Centrala którą zapamiętałem z racji wykonania coveru Sztuczne oddychanie zespołu 1984. Jako jedyny odgadłem… czyżby już nikt nie tego nie pamiętał? W zamian dostałem płytę zespołu. Następną kapelą była Full Oldschool B która całkowicie postawiła na utwory cudze… No cóż wszyscy najbardziej lubią melodie już znane… Dezerter, Sedes itd. Pierwszym wykonawcą, który mnie zaintrygowała podczas Ultra Chaos Piknik była formacja Totenwald. Skojarzenia z Siouxsie and the Banshees nie nasunęły mi się tylko z powodu wyglądu wokalistki, lecz również poprzez stronę muzyczną: motorykę grania i prowokacyjny klimat tworzony na scenie. Nowofalowa miazga. Niestety na stoiskach nie posiadali nic na nośnikach.

Drugi zespół to Super Girl and Romantic Boys. To właśnie głównie z jego powodu wybrałem się na ten festiwal. Dyskotekowo-punkowy kicz, który mi osobiście się podoba. Niestety nie wypadli za dobrze z powodów nagłośnieniowych. Nie mi jednak oceniać kto był temu winien. Widać było zniechęcenie ze strony artystów do dalszego grania w tych warunkach. Publika mimo tego chętnie podrygiwała w rytm ich przebojów.

Z soboty zapamiętałem sympatycznych Czechów z Fialky, no i Analogs grające melodyjnego starego punka. Do zabawy pod sceną – najlepsze. Krew z nosa i skręcona noga, tak kończy się w pogo punkowa przygoda (dla niektórych). Conflict to legenda anarcho punka – szacun za nieprzejednaną postawę na scenie przez tyle lat. What We Feel zagrali żywiołowy hard core, mocno antyfaszystowski, co publika też znakomicie odebrała.

Od strony egzystencjonalnej problemem okazał się dostęp do posiłków. W niektórych stoiskach na jedzenie trzeba było czekać nawet i dwie godziny. Niestety, wg. mnie tylko Za//Targ dawał radę – za rozsądną cenę odpowiednia wartość odżywcza. Z głodu i pośpiechu połknąłem kawałek plastikowego widelca. Wszystko do przeżycia. Nawet fatalne warunki sanitarne, które dla stałych bywalców są znane.

Swą wizytę na festiwalu zapowiadali na fb ,,patrioci”, ale nie dotarli, pewnie z przyczyn technicznych – za daleko na piechotę. Chociaż widziałem w nocy grupkę krzykaczy, którzy mieli coś do powiedzenia, ale z daleka, zza płotu. Tacy to bohaterowie. Jednak nikt na nich nie zwracał uwagi i sobie poszli. Wg. moich obserwacji na festiwal zaczyna przyjeżdżać coraz więcej ludzi z dziećmi i z całymi rodzinami. Co jest oznaką że rośnie nowe punkowe pokolenie. I tym optymistycznym akcentem zakończę swoje spostrzeżenia.

Leszek Wniebogłosy

Normalni ludzie

Z przyczyn niezależnych ode mnie w Żelebsku na Ultra Chaos Piknik #6 byłem tylko w piątek – 27.06.2014 roku. Wiem, że dużo działo się też następnego dnia, ale trudno pisać o czymś czego się nie widziało. Także moja relacja, jak zwykle zresztą jest wycinkowa i stronnicza.

Przejdę więc od razu do zespołu który podobał mi się najbardziej. Wieże Fabryk – bo nich będzie mowa, zagrały naprawdę dobry koncert. Można czynić zarzuty, że taki zespół już istniał i nazywał się Siekiera, ale przecież już wszystko było. Da się tylko w mniejszym bądź większym stopniu robić coś odkrywczego. Poetyka tekstów, motoryka grania oczywiście przypomina wspomnianą formację z okresu Nowej Aleksandrii. Nie ma sensu temu zaprzeczać. Myślę jednak, że zespół działający od tak długiego czasu dobrze się czuje w stylistyce zimnofalowej. Nie jest to dla niego jakaś moda, etap młodzieńczego zapatrzenia i kopiowania… Przede wszystkim Wieże Fabryk grają własne kompozycje, z mocno osobistymi tekstami, a nie z jakimiś pustymi sloganami. Czuć w ich muzyce serce, a nie wykalkulowanie na bycie popularnym. Zabrakło mi tylko kawałka Litzmannstadt.

A tak poza tym Wieże Fabryk to normalni ludzie. Zero gwiazdorstwa, szpanerstwa i innego gówna. Reasumując. Oprócz smaku piwa, kawał dobrej muzyki. I o to chodzi.

fot. Marek Grzywna
Leszek Wniebogłosy

Pogo zawinęło koło

To był mój 3 raz na Ultra Chaos w Żelebsku. Czy różnił się czymś od pozostałych oprócz składu kapel? Chyba nie, choć moim zdaniem w tym roku było mniej ludzi niż w latach ubiegłych. Nie będę pisał o zespołach które mi się nie podobały, bądź pozostawiły obojętnymi. Zresztą połowy nie zobaczyłem, ponieważ swój pobyt zacząłem od soboty. Jak zwykle zresztą.

Pierwszą kapelą która wpadła mi w oko a raczej w ucho była Anemia 77. Melodyjny punk z ostrymi tekstami, z jajem i do przodu. I bardzo dobrze, w tym gatunku udziwnianie nie wychodzi na dobre. Fajnie wyszedł kawałek Ga Ga ,,Olewaj system’’. Pogo zawinęło koło jak na karuzeli.

Drugim zespołem była Inkwizycja. To stara kapela, o której czytałem już kilkanaście lat temu, nigdy jednak nie widziałem ich na żywo. Muzyka cięższa, z domieszką metalu. Charyzmatyczny wokalista przypominał czasem posąg w swej niewzruszonej postawie. Nie wiem co było powodem ale od ich występu nagłośnienie uległo znacznej poprawie.

Następny zespół to rosyjski Purgen. Hm…nie spodziewałem się tak mocnej i melodyjnej dawki punk rocka ze wschodu. Mimo że uważam język rosyjski za komiczny w muzyce to trzeba im przyznać – rebiata odwaliła kawał dobrej roboty. Mi szczególnie podobała mi się gitara, mocno exploitedowata. Wokalista zaś potrafił nawiązać wspólny język rosyjsko-angielski z publicznością, znał polskie kapele punkowe i w ogóle wesoły z niego maładiec. Wiadomo, że główny temat w tekstach to polityka i świnie ją uprawiające. Schemat, ale przekaz szczery i to jest najważniejsze.

Czytaj więcej