Schodzimy do garażu: Zamość

W nowym cyklu Schodzimy do garażu przyglądam się, oceniam i prezentuję nagrania zespołów wywodzących się, tudzież działających na terenie powiatowych i gminnych miasteczek Lubelszczyzny. Usłyszycie demówki nagrywane w salach prób, garażach czy domowych zaciszach. Rejestrowane często za pomocą laptopów, dyktafonów czy aparatów fotograficznych. Przedstawię kapele, dla których jedynymi publicznymi występami były te dla kolegów z klasy podczas półmetka, osiemnastki czy studniówki. Będę starał się przybliżyć Wam jednak tylko te zespoły, które według mnie mają potencjał, aby zaistnieć szerzej – poza Polską powiatową, lub już to zrobiły. Tak jak It’s July Already!. W ich przypadku recepta na sukces była prosta – wyjechać z Zamościa do Krakowa. Poza tym w pierwszej odsłonie cyklu, zaprzeczając hasłu, że W Zamościu nic się nie dzieje” dwie inne zamojskie formacje: The Fake Group i The Watts.

It’s July Already!

Rezydują w Krakowie, ale troje członków It’s July Already! pochodzi z Zamościa. Zespół tworzą: Krzysztof Winiarski – gitara, wokal; Adrianna Sagan – wokal; Michała Gumiak Juszczak – gitara basowa, Piotr Kozłowski – perkusja. 22 września wypuścili swoją debiutancką epkę What Happened To June? . To coś o przyjaźni, komiksach, nostalgii i beztrosce – piszą na fb. Jak jest w warstwie muzycznej? Najkrócej rzecz ujmując, to amerykański indie rock z domieszką songwritingu i folkowego minimalizmu z przeznaczeniem dla fanów nagrań demo i surowej produkcji (lub jej braku). Pięcioutworowe wydawnictwo promuje singiel Sunny Bay, który został już zauważony m.in. przez portal Uwolnij Muzykę! i Off Radio Kraków. Cała epka jest dostępna do darmowego pobrania z Bandcampa i odsłuchu w Spotify!

Czytaj więcej

W rydwanie łaskawej pani

Takich poetów jak Krzysztof Konopa teraz już nie ma. Dzisiaj nikt tak po prostu nie pisze. Albo nikt tak nie potrafi albo nikomu się nie chce. Dla autora Drugiego brzegu nocy, z jednej strony to dobrze, z drugiej jednak źle. Dobrze, bo za nim długo, długo nic, a źle, bo i epigonów z czasem wypadałoby się dochować. Trudno właściwie powiedzieć jak powinien wyglądać „prawdziwy” poeta czy poetka. Romantyczny wzorzec wizażu i sposobu zachowania przepadł w wirach rewolucji, awangard i obrazoburczych manifestów. Obcując dłuższą chwilę z Konopą nabiera się bowiem podejrzeń, że jeśli nie jest on poetą, to przynajmniej mnichem na przepustce, eremitą w cywilu.

Wielki to przywilej i rzadko dostępny rarytas, móc w takim spektrum, w jakim czyni to zamojski poeta i satyryk, spoglądać na otaczającą rzeczywistość. Czy to łowiąc absurdy codziennego życia na ulicach swego rodzinnego miasta, czy też odważnie wychodząc naprzeciw mgłom sunącym znad Wieprza w Guciowie, pozostaje ciągle tym samym niezwykle wyczulonym i bystrym obserwatorem. Wszystko dokoła pędzi, ludzie wpadają jedni na drugich, samochody ocierają się o siebie w bezustannej galopadzie, a Krzysztof Konopa stoicko przemierza stare i ulubione ścieżki. Z nieodłączną saszetką pod pachą i papierosem przy ustach opiera się modom i cywilizacyjnym naporom. Żyje mniej lub bardziej szczęśliwie, bez komórki, internetu, fejsbuka, kart kredytowych.

Czytaj więcej