To nie jest okolicznościowa laurka

Nie przyjmuję do wiadomości, że nie ma już z nami Mariusza Kargula. Jego solidna sylwetka i szwejkowski pogodny uśmiech to w mojej pamięci solidne przęsło mostu, a ten most się przecież nie zawalił. Bo był Mariusz mostem łączącym ludźmi z bardzo różnych bajek. Wiele ludzkich, koleżeńskich więzi zostało zadzierzgniętych jako efekt jego niewyczerpanej aktywności na tzw. polu kultury. Był poetą, prozaikiem, publicystą, ale przede wszystkim niestrudzonym organizatorem niezliczonych akcji dzięki którym wielu ludzi weszło do kręgu uczestników, nie tylko konsumentów, kultury. Był mocno związany z ziemią krasnostawską, rozmiłowany w jej krajobrazach i historii, potrafił zarażać tą pasją ludzi dla których krasnostawski zaścianek był tylko abstrakcyjnym sektorem na mapie ojczyzny.

Jest takie pretensjonalne wyświechtane określenie – animator kultury. W dzisiejszych czasach do tego określenia trzeba by dodać przedrostek re-. Razem z rozpadem społecznych więzi życie kulturalne również ulega dezintegracji. Instytucje które formalnie mają podtrzymać jego ciągłość coraz częściej stają się maszynkami do zagospodarowania dotacji, bez nich by uschły. Mariusz potrafił wnieść do tego dziania się kultury iskrę spontaniczności, dać mu ludzki wymiar, sprawić żebyśmy zaintrygowani i rozbawieni poczuli, że poza rytuałem i celebrowaniem, ta aktywność ma istotny sens, i dotyczy nas bezpośrednio. Był społecznikiem w dawnym, dobrym, znaczeniu tego słowa. Nadawał się do tej roboty znakomicie, jego energia i radość działania udzielały się tym co weszli w orbitę jego aktywności. Banalne wydarzenia, jeśli on w nich uczestniczył, nabierały ciepłego blasku przyjacielskiego spotkania które ma swoją wagę. To co piszę, to nie jest żadna okolicznościowa laurka, Mariusz był człowiekiem wypełnionym esencją, wiadomość o jego śmierci przebiegła jak elektryczne wyładowanie w związanym z nim koleżeńskim kręgu, i pewnie nie tylko w tym kręgu, jak wiele wypełniała sobą miejsca jego osoba, poczuliśmy kiedy to miejsce zostało puste.

Kazimierz Malinowski

Dodaj komentarz