…a Ty pisz !

Nie wiem, jak to jest być w noc przed swoją śmiercią. Dostać od własnego ciała żółtą kartkę, znak, że – uwaga – może to już ostatnia chwila, jeśli chcesz coś załatwić. Wiem, jak to jest odebrać telefon i słuchać wystraszonego głosu: „Słuchaj, przepraszam, że tak mówię, ale nie jest dobrze…”. Wiem, jak to jest dostać esemesa: „Gdyby było ze mną naprawdę źle, pamiętaj, że Cię kocham jak nigdy nikogo w życiu! Nie oczekuję żadnej wzajemności, chcę tylko, żebyś wiedziała”. Wiem, jak to jest zadawać pytania, wciąż od nowa: „Boże, co mogę dla niego zrobić?”. Pytać nieustannie, kiedy już się usłyszało: „Zapewniam panią, że zrobiliśmy naprawdę wszystko…”. Pytać i dostawać odpowiedzi.

Luty miesiącem miłości podobno jest. Przynajmniej to próbują mi przekazać dekoracje dokoła, czerwień wyzierająca z każdego sklepu, szyldu, zakątka. Przed jej mocą nie mogę się nigdzie schronić ani uciec. Wybucha jak krwotok, dusi i zalewa, a potem nagle znika jak bańka puszczona nosem. Na koniec. Niby nie ma na świecie osoby, która o miłości nie miałaby czegoś do powiedzenia, a jednak tak trudno ją znaleźć wśród produktów miłościopodobnych, współuzależnień i wampiryzmów związkowych, uwieszeń na sobie nawzajem, cywilnoprawnych układów i spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. „Wszyscy zachowują się, jakby udawali kogoś, kim nie są. Może to dlatego, że tak naprawdę nie wiedzą, kim są” – napisała w szkolnym wypracowaniu nastoletnia uczennica z filmu „Przytul mnie” (reż. Kaspar Munk). Wszyscy mówią kocham cię, póki nas śmierć nie rozłączy. A miłość większa niż śmierć ma być podobno.

Co mogę zrobić? „Ja Cię kocham, a Ty pisz!” – obudziłam się dnia pewnego lutowego, albo wcześniej, z taką odpowiedzią. Ale piszących ci u nas dostatek, na metrze kwadratowym duszno i porno! Sam mówiłeś… Cisza. Żadnych więcej odpowiedzi. Tylko ból w okolicy serca – kłujący ołówek, co by chciał na zewnątrz jakąś drogą, choć wszystkie zamknięte, zasypane.

Na Lubelszczyźnie opady i silny wiatr. Nie ma dojazdu, nie ma wyjazdu. Kto zapłacił rachunki – dostępny na łączach. Odnotowano napływ prac na konkurs poezji miłosnej. Nie ma zmiłuj, trzeba przebrnąć, przeczytać. Trzeba też czekać cierpliwie i się poddać krytyki ostrzu, czasem litosnemu. Ufam, że jurorzy odśnieżą na czas zaspy literaturopodobne, znajdą kogoś, kto o miłości nie zawahał się napisać i nie ugrzęźnie w zachwycie nad wygraną w jednym z dni lutego. A ten, co mu do głowy przyszła filmowo-literacka parafraza, da wszystkim odczuć tego wieczoru ślady swojej obecności.

ewakuacji nie będzie
/Mariusz Kargul/

czekam na twych ramion studnię bez dna
czekam nocą, o świcie, czekam za dnia

wychodzisz na spotkanie, w miłość bosa
palę za sobą ostatnie mosty, zarzucam totemy
na usta i czoła opada muszlana rosa
chodź, podaj rękę, już jest teraz, idziemy

całując skórę jak dotyk wiosny
spływam nasieniem do stóp twoich
w dolinie ud pulsuje blask krasny

brzydka postać na k

 

One Comment

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.