Widniówka na świat

/Post Scriptum o miejscach i czasie/

Mariusz Kargul jak każdy szanujący się animator kultury (a tym bardziej samozwańczy!) prowadził kalendarz. Oprócz wydarzeń ważnych i ważniejszych każdego ranka skreślał w nim dzień, w którym się obudził. „Jak umrę, poznasz to po braku krzyżyka” – odpowiedział zapytany, co też tak skrzętnie notuje w tym kajecie, ledwie otworzywszy oczy. Mówiąc to, śmiał się – był to przecież żart w jego stylu. Zwykł też czasem skreślać wcześniej zanotowane zdania i hasła. Coś być może zaczynało się liczyć mniej, coś innego – uległo dezaktualizacji. Kalendarz z roku 2013 wypełnił z wyprzedzeniem. Znalazły się w tym przyspieszeniu imieniny, rocznice urodzin żywych i umarłych. Daty, bez których – w odróżnieniu od tego, co napisał w jednym z ostatnich wierszy – historia, Jego historia, nie mogłaby się obejść.

Pod datą 18 października wpisał „Noc Poetów w Widniówce, 20”. Tego wydarzenia nie skreślił, a Widniówka nie skreśliła Jego. Nowo otwarty Dom Kultury 15 lutego 2014 ugościł animatorów z prawdziwego zdarzenia – do ostatnich chwil Mariusz ustalał z nimi szczegóły imprezy. Miejsce zgromadziło też piszących, których teksty przechował w folderach pełnych treści i zdjęć. Zjawili się również przyjaciele. Ich twarze i zdania nosił ze sobą w okolicy serca. Tam trzymał komórkę.

Widniówka częstowała pączkami własnej roboty, ciepłem słów i posiłków, a Mariusz ani ciepłu, ani jedzeniu nie odmawiał, skądkolwiek pochodziło. Przygotowała się na Jego bycie tam w każdy możliwy sposób. Dobrze było usłyszeć tuż po powitaniu wszystkich, których powitać należy, wspomnienie o wieczorze na zamku w Krupem 16 września 2012 i Mariuszowej inauguracji literackich wydarzeń wcale na nim nieskrupionych (!). Tym razem poruszono ciekawy wątek dotyczący miejsc i czasu – prowadzący spytał młodych przybyłych, czy i jak oddziałują one na ich pisaninę. Często da się usłyszeć, że starsi inaczej patrzą choćby na rodzinny dom czy miasto, niż zbuntowana, tudzież walcząca młodzież, której w głowie zupełnie inne kierunki. I jest słuszność w myśleniu, że z perspektywy piszącego 50+ miejsce wygląda inaczej, niż gdy za pióro chwyta dwudziestolatek. Podczas studiów usłyszałam zdanie: „Państwo zrozumieją ‘Pana Tadeusza’ dopiero po czterdziestce. Na razie jest on dla was równie czytelny, jak dla gimnazjalistów…”. Słuchając odpowiedzi różnych, pomyślałam o oddaleniu jako ważnym czynniku, który wpływa na postrzeganie, a potem opis. Dorosłość czy starość jako oddalenie w czasie jest oczywiste. Młodemu człowiekowi wystarczy ono natomiast w postaci miejsca. Perspektywę tę może nadać wyjazd 200 km dalej, choć każdy, kto ma takie doświadczenia, zapewne wstawi tu swoją własną odległość.

Pojawiła się tego wieczoru chwila sprzyjająca rozmowie z osobą, która urodziła się w rodzinnych stronach Mariusza, a obecnie mieszka w Chełmie. Z emocjami w głosie opowiadała o okolicy, z której wybyła dawno temu. Pomyślałam o pisarce z Zamościa i jej podobnych opowieściach o rodzinnym Chełmie. Zawsze wywołują błysk w oku – ciągnie wilczycę do lasu. Rozumiem to, bo żadna firma transportowa ani kolejowa nie zdołała skutecznie wykorzenić mnie z Krasnegostawu i do tych lokalnych tęsknot co i rusz się wraca, niezależnie od zmiennego adresu pocztowego. Podzieliłam się z rozmówcą z Chełma myślą, że za jeden z najpiękniejszych Mariuszowych tekstów z ostatnich 14 miesięcy Jego życia uznaję „W cieniu jaśminowego krzyża”. Napisał go w Warszawie, na Mokotowie, przy mało sprzyjającej refleksji ul. Puławskiej, vis a vis parku Morskie Oko. A przecież mógł zrobić to podczas którejś soboty lub niedzieli, ciepłej lub chłodnej, siedząc na huśtawce lub schodku przed domem na wsi, który często odwiedzaliśmy. „Nie mógł” – odparł z przekonaniem rozmówca. Była to odpowiedź bardzo bliska mojej intuicji, że z perspektywy widzę inaczej. I nie musi być nią czas, może być miejsce. Cała energia, wcześniej rozproszona na walki i szarpaniny z tym, wobec czego można ostatecznie jedynie ogłosić bezsilność, w oddaleniu przechodzi w ekspresję – tak oto tęsknię. Zapiszę!

Podczas Nocy Poetów w Widniówce można było również posłuchać śpiewanych przejmującym głosem Jego wierszy o miejscach. Siennica Różana, gdzie wszystko się zaczęło, Rolniczak, który przejął pałeczkę, Drogi, które zarosły, stając się Płaikami, choć ślad po nich pozostał, mimo że nie ma powrotu. W końcu miasto, którego jedna z mieszkanek podczas słuchania z sobie najlepiej znanego powodu dyskretnie otarła łzę. Widziałam ją kątem oka, uprzejmie donoszę – była urzekająca. I jako ostatnia piosenka – napisana w tramwaju „Sztuka cięcia”. Myślałam o miejscu, w którym On teraz jest, skąd poznaje nigdy wcześniej niesłyszane wykonanie swoich ostatnich tekstów. W powietrzu jeszcze drgało pytanie: tęsknimy za miejscami czy za czasem w nich spędzonym? Przestrzeń potrzebuje opowieści – pomyślałam. Czym się staje, gdy brakuje tego, kto je snuł? Może teraz potrzeba czasu. I uwagi, by miejscami, tak jak w Widniówce, mimo wszystkich ja-centryzmów, było wciąż trochę Kargulowo. 

brzydka postać na k 

* * *

moje miasto było takie niewinne
z bezradnie opuszczonymi ramionami kamienic
czekało na to, co dostanie od losu
od ludzi za wiele nie mogąc się spodziewać

 szarość smutku zatapiała piwnice i korytarze
całowałem matkę w stopy
prosząc o klucze do podziemia

wertowałem kartki starych kalendarzy
a zaschnięte powłoki na dnie akwarium
skrobały płetwami o ciszę bezrybia

 wciągałem do płuc smugi pleśni
z braku lepszego narkotyku
liczyłem na szemrane placebo

 w szkolnych zeszytach czytałem daty
bez których historia mogłaby się obejść
po schodach weszli jacyś ludzie
stawiając pod drzwiami wieko trumny

 Mariusz Kargul

Dodaj komentarz