zostawione drogi zapisane

Wiem. Jesteś jej. Zawsze byłeś, od urodzenia. Nie protestuję. Brak tylko siły, by Cię zostawić, tak po prostu. Starsi próbują przekonywać: „Całe życie przed tobą!”. Zazdroszczę im zmarszczek i wspomnień wojennych. Ot, szaleństwo bolącej młodości, która nie wie, co mówi. Szaleństwo czekania na spotkanie, kiedyś tam.

Nabieram prędkości, jadąc obwodnicą. Po lewej stronie wał okołodziałkowych spacerów podpowiada, że Franciszek z Ignacym machają na do widzenia i trzymają kciuki za wyprawę. W końcu nie byłam nigdy wcześniej tam, gdzie mam dotrzeć. Zapisałam kilka wskazówek: trzymać się głównej drogi, patrzeć na znaki, szukać stacji benzynowej i skręcić. W lewo, w prawo? Potem już tylko prosto. I wyglądać właściwego numeru. Czas płynie, widoki również. Omijam Zamość, by nie błądzić na rondach i światłach. Nie mam mapy ani nawigacji. Ufam swojej fotograficznej pamięci z dnia dostępu do Internetu i wyobrażam sobie, że mnie poprowadzisz. Jak stróż anioł. W świecie dorosłych taką postawę nazywa się nieodpowiedzialnością. O ironio, ile razy się o niej nasłuchałeś. Teraz im mocniej czuję, że nie mam nic do stracenia, tym celniej trafiam we właściwe miejsca.

Pan w sklepie daleko za miastem pyta, czy wiem, gdzie jest szkoła. Chce mi wytłumaczyć, o który konkretnie skręt przy stacji chodzi. Nie, proszę pana, jestem tu pierwszy raz, może biała czekolada za złotych trzy trzydzieści rozjaśni mi myśli. Truskawkową dam maleństwu, które karmi się jeszcze słodyczą maminych piersi. Nie wypada tak przybyć bez niczego. Trafiam na miejsce. Domek z widokiem na rozległość pól. „A tam, widoki… Zobacz, jaki bałagan u sąsiada” – gospodyni gasi egzaltację. Faktycznie, za mną szkielet cegieł powstającego domu. Nie przyszło mi do głowy, by zanim się odezwę, zbadać jeszcze jej punkt widzenia. Rozmawiamy o smutku z powodu straty i braku pożegnania. Dostaję zaproszenie na spacer wiosną i życzenie, by i moje piersi napełniły się pokarmem. Z wdzięcznością za otwartość obejmuję zapisane na drewnie Matki Boskie, tymczasowo niekarmiące, i ruszam dalej. Na drogę główną.

Poza ośnieżonymi punktowo pagórkami i płatami zmęczonych kolorów szczególnych znaków nie widzę. Jak mam jechać, by trafić? Tu pewnie każde drzewo i pęknięcie w ziemi było Ci znane. Przy szosie drogowskaz na Rachodoszcze – ryzykuję i skręcam w prawo, dalej przed siebie. Zwalniam do 40, właściwie to się toczę. Okolica przypomina zabudowy Maciejowsko-Boruńskie, chcę tu jeszcze przez chwilę pobyć. Pewności żadnej nie mam, gdzie wyjadę, więc patrzę na telefon. Brak zasięgu. Odkładam, trudno. Po kilkuset metrach tablica z poszukiwaną nazwą. Jak to się mogło stać? W Majdanie Ruszowskim między numerem 77 a 85 jest widok na cud-skończoność. A może nie…? Zatrzymując się tu, zablokowałabym przejazd, muszę jechać dalej. „Ja się nie śpieszę – zdaje się mówić. Ja poczekam”. Cyfry maleją, walczę jeszcze z kilkoma zakrętami i w końcu znajduję poszukiwaną skrzynkę na listy. Za nią okno, nic się tu nie ukryje. Wciskam do środka za duży, choć chudy przecież tom Kargula z dedykacją. Obiecany. Uciekam, by zdążyć przed ruchem firanki. Niewiele trzeba, by popsuć niespodziankę.

Wracam tą samą drogą, już nie błądzę. I chyba bardziej rozumiem Twój pęd do kilometrowej, drogowej codzienności. Ludzie mogą kochać i zdradzać. Wspierać i zostawiać. Ufać i ranić. Krajobrazy zwyczajnie są. Nie zadają niezręcznych pytań, nie wymagają zmian. Nie mają oczekiwań, więc nie przeżywają frustracji. Czekają cierpliwe jak kobiety, w których zawsze można się zakochać. Przebrane w któryś z czterech kostiumów, chyba że Stylista obmyśli inaczej – z większą fantazją i ku uciesze lub zaskoczeniu podglądaczy. Czego więcej trzeba? Może tylko potwierdzenia w tej jedynej twarzy obok. Tak, tak – widzę i wiem, o czym mówisz. Już nie tłumacz, rozumiem. Jedźmy.

brzydka postać na k

 *  *  *

jeszcze dzisiaj nie piłem kawy
bo tak zabawnie
czekać aż ktoś upadnie
po drugiej stronie blatu

o kościelne wieże biją dzwony
anioł pański puka w podwozie chmur
tęsknota osiada rdzawym nalotem
na krzyżach, klamkach, pacierzach

tandem ma tylko dwa koła
jedno nie może iść bez drugiego
co zrobić gdy przyjdzie nam się rozjechać
każdemu w swoją świata stronę

 Mariusz Kargul

 

4 Comments

  1. Brzydka Postacio, coraz piękniejsze zostawiasz teksty.

  2. Nie wiem czy tylko ja odniosłam takie wrażenie, ale w kilku miejscach byłam pewna, że to tekst Mariusza..

Dodaj komentarz